Pierwsze co sobie pomyślałam? Że umysł Kevina, nie mogąc już dłużej znieść charakteru właściciela, przewrócił się na lewą stronę. Potem zaczęłam rozważać czy mój koleżka nie ma kłopotów z rozdwojeniem jaźni...Nie było jednak sensu się nad tym głowić. Co ja? Psycholog terapeuta? Postanowiłam udawać, że ten nagły zwrot akcji nie zrobił na mnie najmniejszego wrażenia. Nie było to zresztą dalekie od prawdy.
- Obawiam się iż nasze światopoglądy diametralnie się od siebie różnią- powiedziałam opierając łokcie na stole, splatając palce i opierając na nich podbródek.
- Doprawdy?- na jego usta wpłynął jeden z najbardziej złośliwych uśmiechów jakie widziałam, a widziałam ich wiele.
Konsekwentnie go zignorowałam i pokiwałam głową jak gdyby nigdy nic.
- Dokładnie, Panie Kolego- mruknęłam.
Wrzuciłam sobie jedną czereśnie do ust. Pestką splunęłam do najbliższego kosza i powróciłam do poprzedniej pozycji.
- To może- powiedział dalej stojąc z książką w ręku- wytłumaczysz mi na czym owa różnica polega?
- Jak pan sobie życzy- powiedziałam- A więc. W twoim mniemaniu, jak sądzę, kradzież jest rzeczą poniżającą. Zgadza się?- chłopak pokiwał głową- No. Moim zdaniem upokarzająca jest tylko sytuacja w której człowiek kradnie. Nie uważam jednak za hańbę kraść gdy nie ma się wyboru.
Oczy Kevina zwęziły się w wąskie szparki, ale nie wyglądał na wściekłego. Słowa które potem wypowiedział ociekały kpiną.
- Nikogo tu nie oszukasz. Dobrze wiem, że masz wybór.
Wzruszyłam ramionami.
- Potraktuj to więc jako demonstrację, sprzeciw wobec ustrojowi, próbę walki ze społeczeństwem- podniosłam dłonie nad ramiona, trochę jak aresztowany przestępca- Myśl co chcesz. Jeżeli taka twoja wola zacznij mnie wyzywać. Nie da się jednak ukryć, że i ty czasem praktykujesz coś podobnego. Różnica polega na tym, że ja odnoszę z tego korzyści- zakończyłam wrzucając do ust kolejny owoc.
Mówiłam wszystko spokojnym, obojętnym głosem. Nie ważne co sobie pomyśli, niżej nie upadnę. I nie użalam się nad sobą! Stwierdzam twarde realia. Obserwacja, analiza, wniosek. Szczyt, upadek, dno. Pozostaje tylko duma, której żaden kretyn, nawet ten którym stał się dziś Kevin, mi jej nie odbierze.
Chłopak przez chwilę milczał jakby zastanawiał się nad ripostą. W końcu obszedł stół, sięgnął do mojej torby i wyciągnął z niej drugie, a jednocześnie ostatnie, jabłko.
- W takim razie ja właśnie demonstruję przeciwko twojemu światopoglądowi- mrukną powracając na poprzednie miejsce i warząc owoc w ręce.
Odgryzł spory kawałek, a resztę rzucił na stół. Powiodłam wzrokiem od chłopaka do jabłka i z powrotem. Nadal będącą w ustach pestką strzeliłam mu w twarz tak, że utknęła pomiędzy okularami, a nosem. Następnie sięgnęłam po leżące na stole jabłko i rzuciłam prosto w jego czoło.
- Ał!- jęknął upuszczając ,,Kryształy i kryształki: i przykładając dłoń do głowy.
Spojrzał na mnie, bynajmniej, nieprzychylnym wzrokiem.
- Jesteś żałosna.
Zmarszczyłam brwi. Skoro tak...Wstałam i podeszłam do niego z garścią czereśni w dłoni. Stanęłam przed chłopakiem i rozsmarowałam mu owoce na twarzy, ten o dziwo nawet się nie cofnął, tylko lekko skrzywił. Schyliłam się po książkę i z miejsca wrzuciłąm ją do stojącej na krześle torby i ponownie stanęłam twarzą do niego.
- Taaa...-mruknęłam cofając się o krok- Masz rację, jestem żałosna, ale i tak wyglądam lepiej niż ty.
Kevin/Mike? Tak, zdaję sobie sprawę ze stanu tego opka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz