Kryształowe Miasto
środa, 23 grudnia 2015
Od Merie
Taki piękny dzień-do spania oczywiście- to nie. Cały świat musi się sprzeciwić. Znaczy nie cały świat, tylko mój uroczy kotek Iskier.
~Miał...MIAŁ!~ Iskier łaził po mnie i miauczał nad uchem. Żywy budzik-Pomyślałam zirytowana. Moja głowa wychyliła się za krawędzi łóżka. Mój wzrok padł na miski Iskra. Były puste.
-Iskier, spadaj. Myszy łowić-też żarcie.- wymruczałam w połowie śpiąc. Odpowiedział mi przeciągłym sykiem i pacnął mnie łapką w policzek. Otworzyłam zaspane oczy.
-Za jakie grzechy mnie to spotyka.- mamrotałam do siebie gramoląc się z łóżka. No i oczywiście wylądowałam plackiem na podłodze owinięta kocem jak kokonem. Zdmuchnęłam kosmyk włosów z prawego oka. Co za złośliwość losu... Wygramoliłam się z koca i poszłam szukać jedzenia Iskra. Kot dreptał za mną z wysoko uniesionym ogonem, czyli z oznaką zadowolenia. Przerwałam szukanie w szafce i kątem oka spojrzałam na Iskra, który się spojrzał na mnie i miauknął tak jakby mówił-"Szukaj mi tego jedzenia!" Prychnęłam z udawaną złością i wznowiłam poszukiwania. Przy okazji potłukłam słoik z mąką, który prawie wylądował na głowie kota. Iskier w ostatniej chwili wskoczył na blat i syknął na mnie przeciągle.
-Przepraszam no-powiedziałam do Iskra. Najgorsze było to, że byłam na boso a na podłodze wszędzie było szkoło. Wzięłam talerzyk, nasypałam do niego jedzenia dla Iskra. Postawiłam przed nim a on zaczął jeść. Ja zaczęłam swoją wędrówkę po szufelkę i zmiotkę przez pole naminowane szkłem. Gdy już doszłam do ganku wzięłam szufelkę i zmiotkę wróciłam do kuchni i pozamiatałam. Podeszłam do lodówki w poszukiwaniu jedzenia dla mnie. Szafki i lodówka świeciły pustkami. Były tylko krakersy, chleb w szafce a w lodówce masło i szynka. Postanowiłam nie jeść. Poszłam się ubrać w białą sukienkę a włosy zaplotłam w warkocz na bok i zawiązałam białą wstążką. Iskier, gdy zobaczył, że się ubrałam wskoczył mi na rękę, Wzięłam skrzypce i wraz z kotem poszliśmy w stronę parku. Niestety droga do mojego ulubionego parku prowadziła przez plac główny, czyli tam gdzie znajdowała się Diamentowa Biblioteka. Było duże zbiorowisko ludzi. Coś się stało? Nie miałam ochoty się dowiadywać. Ominęłam zbiegowisko ludzi i ukradkiem udałam się do parku. Jak się spodziewałam, zaludnienie w parku jest nikłe. Poszłam daleko i usiadłam na polanie. Iskier położył się obok mnie. Zaczęłam grać, spokojnie a potem co raz szybciej. Nagle usłyszałam delikatny i cudowny głos, który idealnie zgrywał się z moją grą na skrzypcach. Spojrzałam się w stronę skąd dochodził delikatny głos. Dochodził z drzewa. Przerwałam grę i jednocześnie śpiew także się urwał. Podeszłam do drzewa. Za mną jak zwykle maszerował Iskier. Spojrzałam do góry. Na drzewie siedziała dziewczyna z czarnymi włosami. Miała magnetyczne turkusowe oczy a na sobie błękitną sukienkę. Uśmiechnęła się do mnie a ja do niej. Na jej ramieniu siedziała czarna kotka, która uważnie przyglądała się Iskrowi. Nieznajoma wstała na gałęzi, która nie wiem jakim cudem ale nie zagięła się, zeskoczyła zrobiła jeden pełny obrót w powietrzu i bez głośnie opadła na ziemię. Jej kotka zeszła po drzewie.
-Witam, jestem Merie w skrócie po prostu Ri. A to mój kot Iskier-powiedziałam miło i podałam dłoń na przywitanie.
-Witam...ja jestem Moonlight...a to moja kotka Ayami.-Uścisnęła mi słabo dłoń.
-Pięknie śpiewasz...-powiedziałam bez zastanowienia.
Moonlight?? xD
~Miał...MIAŁ!~ Iskier łaził po mnie i miauczał nad uchem. Żywy budzik-Pomyślałam zirytowana. Moja głowa wychyliła się za krawędzi łóżka. Mój wzrok padł na miski Iskra. Były puste.
-Iskier, spadaj. Myszy łowić-też żarcie.- wymruczałam w połowie śpiąc. Odpowiedział mi przeciągłym sykiem i pacnął mnie łapką w policzek. Otworzyłam zaspane oczy.
-Za jakie grzechy mnie to spotyka.- mamrotałam do siebie gramoląc się z łóżka. No i oczywiście wylądowałam plackiem na podłodze owinięta kocem jak kokonem. Zdmuchnęłam kosmyk włosów z prawego oka. Co za złośliwość losu... Wygramoliłam się z koca i poszłam szukać jedzenia Iskra. Kot dreptał za mną z wysoko uniesionym ogonem, czyli z oznaką zadowolenia. Przerwałam szukanie w szafce i kątem oka spojrzałam na Iskra, który się spojrzał na mnie i miauknął tak jakby mówił-"Szukaj mi tego jedzenia!" Prychnęłam z udawaną złością i wznowiłam poszukiwania. Przy okazji potłukłam słoik z mąką, który prawie wylądował na głowie kota. Iskier w ostatniej chwili wskoczył na blat i syknął na mnie przeciągle.
-Przepraszam no-powiedziałam do Iskra. Najgorsze było to, że byłam na boso a na podłodze wszędzie było szkoło. Wzięłam talerzyk, nasypałam do niego jedzenia dla Iskra. Postawiłam przed nim a on zaczął jeść. Ja zaczęłam swoją wędrówkę po szufelkę i zmiotkę przez pole naminowane szkłem. Gdy już doszłam do ganku wzięłam szufelkę i zmiotkę wróciłam do kuchni i pozamiatałam. Podeszłam do lodówki w poszukiwaniu jedzenia dla mnie. Szafki i lodówka świeciły pustkami. Były tylko krakersy, chleb w szafce a w lodówce masło i szynka. Postanowiłam nie jeść. Poszłam się ubrać w białą sukienkę a włosy zaplotłam w warkocz na bok i zawiązałam białą wstążką. Iskier, gdy zobaczył, że się ubrałam wskoczył mi na rękę, Wzięłam skrzypce i wraz z kotem poszliśmy w stronę parku. Niestety droga do mojego ulubionego parku prowadziła przez plac główny, czyli tam gdzie znajdowała się Diamentowa Biblioteka. Było duże zbiorowisko ludzi. Coś się stało? Nie miałam ochoty się dowiadywać. Ominęłam zbiegowisko ludzi i ukradkiem udałam się do parku. Jak się spodziewałam, zaludnienie w parku jest nikłe. Poszłam daleko i usiadłam na polanie. Iskier położył się obok mnie. Zaczęłam grać, spokojnie a potem co raz szybciej. Nagle usłyszałam delikatny i cudowny głos, który idealnie zgrywał się z moją grą na skrzypcach. Spojrzałam się w stronę skąd dochodził delikatny głos. Dochodził z drzewa. Przerwałam grę i jednocześnie śpiew także się urwał. Podeszłam do drzewa. Za mną jak zwykle maszerował Iskier. Spojrzałam do góry. Na drzewie siedziała dziewczyna z czarnymi włosami. Miała magnetyczne turkusowe oczy a na sobie błękitną sukienkę. Uśmiechnęła się do mnie a ja do niej. Na jej ramieniu siedziała czarna kotka, która uważnie przyglądała się Iskrowi. Nieznajoma wstała na gałęzi, która nie wiem jakim cudem ale nie zagięła się, zeskoczyła zrobiła jeden pełny obrót w powietrzu i bez głośnie opadła na ziemię. Jej kotka zeszła po drzewie.
-Witam, jestem Merie w skrócie po prostu Ri. A to mój kot Iskier-powiedziałam miło i podałam dłoń na przywitanie.
-Witam...ja jestem Moonlight...a to moja kotka Ayami.-Uścisnęła mi słabo dłoń.
-Pięknie śpiewasz...-powiedziałam bez zastanowienia.
Moonlight?? xD
Od Luny: Mózg przewrócony na drugą stronę
Pierwsze co sobie pomyślałam? Że umysł Kevina, nie mogąc już dłużej znieść charakteru właściciela, przewrócił się na lewą stronę. Potem zaczęłam rozważać czy mój koleżka nie ma kłopotów z rozdwojeniem jaźni...Nie było jednak sensu się nad tym głowić. Co ja? Psycholog terapeuta? Postanowiłam udawać, że ten nagły zwrot akcji nie zrobił na mnie najmniejszego wrażenia. Nie było to zresztą dalekie od prawdy.
- Obawiam się iż nasze światopoglądy diametralnie się od siebie różnią- powiedziałam opierając łokcie na stole, splatając palce i opierając na nich podbródek.
- Doprawdy?- na jego usta wpłynął jeden z najbardziej złośliwych uśmiechów jakie widziałam, a widziałam ich wiele.
Konsekwentnie go zignorowałam i pokiwałam głową jak gdyby nigdy nic.
- Dokładnie, Panie Kolego- mruknęłam.
Wrzuciłam sobie jedną czereśnie do ust. Pestką splunęłam do najbliższego kosza i powróciłam do poprzedniej pozycji.
- To może- powiedział dalej stojąc z książką w ręku- wytłumaczysz mi na czym owa różnica polega?
- Jak pan sobie życzy- powiedziałam- A więc. W twoim mniemaniu, jak sądzę, kradzież jest rzeczą poniżającą. Zgadza się?- chłopak pokiwał głową- No. Moim zdaniem upokarzająca jest tylko sytuacja w której człowiek kradnie. Nie uważam jednak za hańbę kraść gdy nie ma się wyboru.
Oczy Kevina zwęziły się w wąskie szparki, ale nie wyglądał na wściekłego. Słowa które potem wypowiedział ociekały kpiną.
- Nikogo tu nie oszukasz. Dobrze wiem, że masz wybór.
Wzruszyłam ramionami.
- Potraktuj to więc jako demonstrację, sprzeciw wobec ustrojowi, próbę walki ze społeczeństwem- podniosłam dłonie nad ramiona, trochę jak aresztowany przestępca- Myśl co chcesz. Jeżeli taka twoja wola zacznij mnie wyzywać. Nie da się jednak ukryć, że i ty czasem praktykujesz coś podobnego. Różnica polega na tym, że ja odnoszę z tego korzyści- zakończyłam wrzucając do ust kolejny owoc.
Mówiłam wszystko spokojnym, obojętnym głosem. Nie ważne co sobie pomyśli, niżej nie upadnę. I nie użalam się nad sobą! Stwierdzam twarde realia. Obserwacja, analiza, wniosek. Szczyt, upadek, dno. Pozostaje tylko duma, której żaden kretyn, nawet ten którym stał się dziś Kevin, mi jej nie odbierze.
Chłopak przez chwilę milczał jakby zastanawiał się nad ripostą. W końcu obszedł stół, sięgnął do mojej torby i wyciągnął z niej drugie, a jednocześnie ostatnie, jabłko.
- W takim razie ja właśnie demonstruję przeciwko twojemu światopoglądowi- mrukną powracając na poprzednie miejsce i warząc owoc w ręce.
Odgryzł spory kawałek, a resztę rzucił na stół. Powiodłam wzrokiem od chłopaka do jabłka i z powrotem. Nadal będącą w ustach pestką strzeliłam mu w twarz tak, że utknęła pomiędzy okularami, a nosem. Następnie sięgnęłam po leżące na stole jabłko i rzuciłam prosto w jego czoło.
- Ał!- jęknął upuszczając ,,Kryształy i kryształki: i przykładając dłoń do głowy.
Spojrzał na mnie, bynajmniej, nieprzychylnym wzrokiem.
- Jesteś żałosna.
Zmarszczyłam brwi. Skoro tak...Wstałam i podeszłam do niego z garścią czereśni w dłoni. Stanęłam przed chłopakiem i rozsmarowałam mu owoce na twarzy, ten o dziwo nawet się nie cofnął, tylko lekko skrzywił. Schyliłam się po książkę i z miejsca wrzuciłąm ją do stojącej na krześle torby i ponownie stanęłam twarzą do niego.
- Taaa...-mruknęłam cofając się o krok- Masz rację, jestem żałosna, ale i tak wyglądam lepiej niż ty.
Kevin/Mike? Tak, zdaję sobie sprawę ze stanu tego opka.
- Obawiam się iż nasze światopoglądy diametralnie się od siebie różnią- powiedziałam opierając łokcie na stole, splatając palce i opierając na nich podbródek.
- Doprawdy?- na jego usta wpłynął jeden z najbardziej złośliwych uśmiechów jakie widziałam, a widziałam ich wiele.
Konsekwentnie go zignorowałam i pokiwałam głową jak gdyby nigdy nic.
- Dokładnie, Panie Kolego- mruknęłam.
Wrzuciłam sobie jedną czereśnie do ust. Pestką splunęłam do najbliższego kosza i powróciłam do poprzedniej pozycji.
- To może- powiedział dalej stojąc z książką w ręku- wytłumaczysz mi na czym owa różnica polega?
- Jak pan sobie życzy- powiedziałam- A więc. W twoim mniemaniu, jak sądzę, kradzież jest rzeczą poniżającą. Zgadza się?- chłopak pokiwał głową- No. Moim zdaniem upokarzająca jest tylko sytuacja w której człowiek kradnie. Nie uważam jednak za hańbę kraść gdy nie ma się wyboru.
Oczy Kevina zwęziły się w wąskie szparki, ale nie wyglądał na wściekłego. Słowa które potem wypowiedział ociekały kpiną.
- Nikogo tu nie oszukasz. Dobrze wiem, że masz wybór.
Wzruszyłam ramionami.
- Potraktuj to więc jako demonstrację, sprzeciw wobec ustrojowi, próbę walki ze społeczeństwem- podniosłam dłonie nad ramiona, trochę jak aresztowany przestępca- Myśl co chcesz. Jeżeli taka twoja wola zacznij mnie wyzywać. Nie da się jednak ukryć, że i ty czasem praktykujesz coś podobnego. Różnica polega na tym, że ja odnoszę z tego korzyści- zakończyłam wrzucając do ust kolejny owoc.
Mówiłam wszystko spokojnym, obojętnym głosem. Nie ważne co sobie pomyśli, niżej nie upadnę. I nie użalam się nad sobą! Stwierdzam twarde realia. Obserwacja, analiza, wniosek. Szczyt, upadek, dno. Pozostaje tylko duma, której żaden kretyn, nawet ten którym stał się dziś Kevin, mi jej nie odbierze.
Chłopak przez chwilę milczał jakby zastanawiał się nad ripostą. W końcu obszedł stół, sięgnął do mojej torby i wyciągnął z niej drugie, a jednocześnie ostatnie, jabłko.
- W takim razie ja właśnie demonstruję przeciwko twojemu światopoglądowi- mrukną powracając na poprzednie miejsce i warząc owoc w ręce.
Odgryzł spory kawałek, a resztę rzucił na stół. Powiodłam wzrokiem od chłopaka do jabłka i z powrotem. Nadal będącą w ustach pestką strzeliłam mu w twarz tak, że utknęła pomiędzy okularami, a nosem. Następnie sięgnęłam po leżące na stole jabłko i rzuciłam prosto w jego czoło.
- Ał!- jęknął upuszczając ,,Kryształy i kryształki: i przykładając dłoń do głowy.
Spojrzał na mnie, bynajmniej, nieprzychylnym wzrokiem.
- Jesteś żałosna.
Zmarszczyłam brwi. Skoro tak...Wstałam i podeszłam do niego z garścią czereśni w dłoni. Stanęłam przed chłopakiem i rozsmarowałam mu owoce na twarzy, ten o dziwo nawet się nie cofnął, tylko lekko skrzywił. Schyliłam się po książkę i z miejsca wrzuciłąm ją do stojącej na krześle torby i ponownie stanęłam twarzą do niego.
- Taaa...-mruknęłam cofając się o krok- Masz rację, jestem żałosna, ale i tak wyglądam lepiej niż ty.
Kevin/Mike? Tak, zdaję sobie sprawę ze stanu tego opka.
niedziela, 23 sierpnia 2015
Od Atrium: Tłumaczenie
Po tym, jak uspokoiłam nieco Kevin'a, razem z kilkoma strażnikami wybiegłam z biblioteki. Natychmiast kazałam posłać po policję detektywów i tym podobne osoby, potrzebne, aby znaleźć sprawcę bądź sprawców tego haniebnego czynu. Nadal zastanawia mnie... Czemu ukradli tak mało wartościowe książki? Nie ryzykowaliby chyba włamania do TEJ biblioteki tylko dla takich książek. To nie ma sensu... To nie pora na takie rozważania. Po dosyć długich, mozolnych i nie udanych poszukiwaniach, wróciliśmy do początku naszej podróży. Nawet z wykorzystaniem umiejętności, które otrzymałam od mojego kryształu nic nie znaleźliśmy. Po tym wszystkim byliśmy jedynie wyczerpani, zawiedzeni i zdenerwowani. Stałam, rozmawiając ze strażnikiem, który znalazł swojego znajomego, kiedy przyszedł go zmienić. To on wezwał medyka i razem z innym chłopakiem, poszli do mnie. Zachowali się jak powinni. Ran dobrze ich pilnuje, wiedzą, co oraz kiedy mają robić. Nadal nie rozumiem, jakim cudem miało to miejsce, biorąc pod uwagę, że taka osoba jak Ran nimi dowodzi. Nie pozwoliłaby na coś takiego za nic... To naprawdę podejrzane. Przed biblioteką było już pełno osób. W takim wypadku, wszyscy się mobilizują i działają błyskawicznie. Dyskutowałam ze strażnikiem, mając nadzieję, iż dowiem się od niego czegoś nowego. To było jednak próżne. Staliśmy w miejscu, a to nie wróżyło nic dobrego. Traciliśmy czas. Jeśli ktoś raz się włamał, może być na tyle zuchwały, żeby zrobić to po raz drugi. Raczej by nikogo to nie ucieszyło. Z moich rozmyślań wyrwało mnie nagłe szturchnięcie.
- Przepraszam. Czy pani Atrium Nightmare? - spytała osoba stojąca za mną. Odwróciłam się w jej stronę i zobaczyłam małą dziewczynkę o krótkich włosach i wilczych uszach.
- Tak? - odparłam krótko pytaniem.
- Przesyłka - wyjaśniła mi dziewczynka. Szybko odebrałam list oraz spojrzałam na nadawcę. To od jednego z detektywów.
- Nareszcie! - powiedziałam sama do siebie - Trzymaj. Należy Ci się - rzuciłam szybko, dając kurierce wynagrodzenie. Otworzyłam kopertę, a następnie zaczęłam szybko czytać. Nie było zbyt wiele nowych informacji... Nagle zauważyłam, iż dziewczyna nadal się na mnie patrzy. Przerwałam czytanie, aby zapytać, o co chodzi.
- Coś nie tak? - zapytałam, przyglądając się kurierce.
- Czy pani jest wilkiem? A raczej, czy BYŁA pani wilkiem? - zebrała się, aby w końcu o to zapytać. Zaskoczyło mnie to. Nie widziała wcześniej wilków? Jeśli mam być szczera, to większość mieszkańców jest wilkami. Po prostu tylko nielicznym zostały uszy i ogony, jako pamiątki po starych czasach. Doprawdy, nikt nie zadał mi takiego pytania. Byłam przekonana, że wszyscy znają historie odnowienia miasta.
- Owszem, byłam. To takie nietypowe? - stwierdziłam w odpowiedzi na jej pytania. Następnie zostałam zasypana pytaniami, dlaczego tu nie ma innych wilków, czemu jest nas tak mało i tym podobne. Zaprawdę, interesująca osóbka. Nie zna historii odnowienia miasta oraz nie wiem, kto w nim rządzi. Smutne. Westchnęłam cicho. Jeszcze nigdy nie spotkałam nikogo takiego.
- Moja droga, czyżbyś nie wiedziała? Większość miasta stanowią wilki, jednakże tylko nieliczne posiadają uszy i ogony, jak my. Wszakże, to wilki z Kryształowej Watahy odbudowały miasto. To właśnie wilki trafiły tu jako pierwsze, dopiero z czasem zaczęli się pojawiać ludzie. Nikt nie zapoznał cię z tą historią? - wyjaśniłam jej, a następnie wróciłam do czytania listu, nie czekając na jej odpowiedź. Gdy skończyłam, zauważyłam, że dziewczynka nadal stoi w osłupieniu obok mnie.
Flippa?
- Przepraszam. Czy pani Atrium Nightmare? - spytała osoba stojąca za mną. Odwróciłam się w jej stronę i zobaczyłam małą dziewczynkę o krótkich włosach i wilczych uszach.
- Tak? - odparłam krótko pytaniem.
- Przesyłka - wyjaśniła mi dziewczynka. Szybko odebrałam list oraz spojrzałam na nadawcę. To od jednego z detektywów.
- Nareszcie! - powiedziałam sama do siebie - Trzymaj. Należy Ci się - rzuciłam szybko, dając kurierce wynagrodzenie. Otworzyłam kopertę, a następnie zaczęłam szybko czytać. Nie było zbyt wiele nowych informacji... Nagle zauważyłam, iż dziewczyna nadal się na mnie patrzy. Przerwałam czytanie, aby zapytać, o co chodzi.
- Coś nie tak? - zapytałam, przyglądając się kurierce.
- Czy pani jest wilkiem? A raczej, czy BYŁA pani wilkiem? - zebrała się, aby w końcu o to zapytać. Zaskoczyło mnie to. Nie widziała wcześniej wilków? Jeśli mam być szczera, to większość mieszkańców jest wilkami. Po prostu tylko nielicznym zostały uszy i ogony, jako pamiątki po starych czasach. Doprawdy, nikt nie zadał mi takiego pytania. Byłam przekonana, że wszyscy znają historie odnowienia miasta.
- Owszem, byłam. To takie nietypowe? - stwierdziłam w odpowiedzi na jej pytania. Następnie zostałam zasypana pytaniami, dlaczego tu nie ma innych wilków, czemu jest nas tak mało i tym podobne. Zaprawdę, interesująca osóbka. Nie zna historii odnowienia miasta oraz nie wiem, kto w nim rządzi. Smutne. Westchnęłam cicho. Jeszcze nigdy nie spotkałam nikogo takiego.
- Moja droga, czyżbyś nie wiedziała? Większość miasta stanowią wilki, jednakże tylko nieliczne posiadają uszy i ogony, jak my. Wszakże, to wilki z Kryształowej Watahy odbudowały miasto. To właśnie wilki trafiły tu jako pierwsze, dopiero z czasem zaczęli się pojawiać ludzie. Nikt nie zapoznał cię z tą historią? - wyjaśniłam jej, a następnie wróciłam do czytania listu, nie czekając na jej odpowiedź. Gdy skończyłam, zauważyłam, że dziewczynka nadal stoi w osłupieniu obok mnie.
Flippa?
piątek, 14 sierpnia 2015
Od Kevin'a/Mike'a: Zwykła pogawędka
W bibliotece panował o wiele większy ruch i harmider niż zwykle. Powiem wprost, ani trochę mi to nie odpowiadało. To miejsce było dla mnie swego rodzaju oazą, można stwierdzić, że nawet drugim domem. Zazwyczaj nie przebywało tu tak wiele osób jak w tej chwili. Co jednak zrobić? Dobrze wiedziałem, iż działali po to aby odnaleźć skradzione książki, a to w tej chwili było najważniejsze na świecie. Z cichym westchnięciem patrzyłem na całą to aferę zza regału. Nie było co się wtrącać czy przeszkadzać. Wszystko czego ode mnie chcieli już powiedziałem, a zadając ciągłe pytania tylko bym przedłużał i utrudniał śledztwo. Odwracając się ujrzałem osobę oddaloną od tego wszystkiego, siedzącą przy stoliku na uboczu. Od razu rozpoznałem odcień włosów, które związane były wstążką. Podszedłem nieco bliżej.
- Co czytasz? - zagadnąłem, choć świetnie zdawałem sobie sprawę z tego, że chwyciła pewnie pierwszą lepszą książkę. Dobrze znam Lunę, jeśli przyszłaby NAPRAWDĘ coś przeczytać zdziwiłbym się. W tym wypadku jednak nie przeszkadzało mi to ani trochę, poznaliśmy się jeszcze jako wilki, tak więc nie powinno być to nic dziwnego.
- "Krzyształy i Krzyształki". Zakładam, że już czytałeś. A co u ciebie, Kevin'ku? - odparła nawet nie oglądając się za siebie. Też rozpoznaje mnie po samym głosie co? Podszedłem do krzesła naprzeciwko niej i z cichym odgłosem szurnięcia, wywołanym przez otarcie się drewna o ziemię, odsunąłem krzesło.
- Nie musisz zdrabniać mojego imienia - upomniałem cicho siadając. Nie irytowało mnie to co prawda, jednak nie widziałem żadnego sensu w tej czynności. - Jak myślisz? Tyle ludzi kręci się po bibliotece, jest po prostu świetnie - odpowiedziałem bardziej mruknięciem niż moim codziennym stylem mówienia. Nie było co ukrywać, cała ta sytuacja po prostu mnie męczyła i irytowała.
- O co cała ta afera? - spytała choć raczej nie była tym przejęta. Powiedziałbym, że co najwyżej zdobyło to trochę jej zainteresowania. Nic więcej, Luna już taką osobą była. Przynajmniej tak mi się zdawało, zgadywanie o czym myśli i jak zareaguje naprawdę nie było łatwe, nawet jeśli ją znałem.
- Ktoś ukradł książki - stwierdziłem wzdychając. Dalej nie dochodziło do mnie jak to mogło się stać. Mamy niezwykłych strażników, pod dowództwem jeszcze lepszego - Ran. Nie wyobrażam sobie żeby mogła ona popełnić jakikolwiek błąd kiedykolwiek. Nie było jednak już co myśleć po fakcie. Pokładałem całe swoje nadzieję w tym, że śledztwo się powiedzie. Nagle poczułem dziwne uczucie...A mimo to dobrze mi znane. Oznaczało tylko jedno i nie mogłem w żaden sposób nic zaradzić. Nie minęła sekunda i...Witam wszystkich! W ramach szybkiego wytłumaczenia - zwą mnie Mike i od czasu do czasu będę przejmował to opowiadanie. Wszyscy za? Nie? Trudno, nie obchodzi mnie to! A teraz wróćmy do sedna. Spojrzałem na Lunę zza szkieł okularów Kevin'a. Serio...Jak można mieć taką wadę? Szybko jednak przyzwyczaiłem się i zacząłem ignorować to małe utrudnienie. Dziewczyna wyglądała jakby chciała o coś jeszcze zapytać, ja jednak szybko przerwałem jej ruchem ręki. Uśmiechnąłem się i spojrzałem na czereśnie ukryte pod książką którą rzekomo czytała. Wstając chwyciłem za grzbiet tomu i uniosłem go do góry.
- Jak mniemam raczej za to nie płaciłaś? Oj Luna, żeby się zniżać do kradzieży - powiedziałem, a wredny uśmieszek wpełzł na moje usta. Skąd wiedziałem, że są kradzione? Zgadywałem? Przeczucie? Nie mogę się mylić bo jestem demonem? Tak, to dokładnie coś w tym stylu. Z błyskiem w oku czekałem na jej odpowiedź.
Luna? Porozmawiamy o tym ^^?
- Co czytasz? - zagadnąłem, choć świetnie zdawałem sobie sprawę z tego, że chwyciła pewnie pierwszą lepszą książkę. Dobrze znam Lunę, jeśli przyszłaby NAPRAWDĘ coś przeczytać zdziwiłbym się. W tym wypadku jednak nie przeszkadzało mi to ani trochę, poznaliśmy się jeszcze jako wilki, tak więc nie powinno być to nic dziwnego.
- "Krzyształy i Krzyształki". Zakładam, że już czytałeś. A co u ciebie, Kevin'ku? - odparła nawet nie oglądając się za siebie. Też rozpoznaje mnie po samym głosie co? Podszedłem do krzesła naprzeciwko niej i z cichym odgłosem szurnięcia, wywołanym przez otarcie się drewna o ziemię, odsunąłem krzesło.
- Nie musisz zdrabniać mojego imienia - upomniałem cicho siadając. Nie irytowało mnie to co prawda, jednak nie widziałem żadnego sensu w tej czynności. - Jak myślisz? Tyle ludzi kręci się po bibliotece, jest po prostu świetnie - odpowiedziałem bardziej mruknięciem niż moim codziennym stylem mówienia. Nie było co ukrywać, cała ta sytuacja po prostu mnie męczyła i irytowała.
- O co cała ta afera? - spytała choć raczej nie była tym przejęta. Powiedziałbym, że co najwyżej zdobyło to trochę jej zainteresowania. Nic więcej, Luna już taką osobą była. Przynajmniej tak mi się zdawało, zgadywanie o czym myśli i jak zareaguje naprawdę nie było łatwe, nawet jeśli ją znałem.
- Ktoś ukradł książki - stwierdziłem wzdychając. Dalej nie dochodziło do mnie jak to mogło się stać. Mamy niezwykłych strażników, pod dowództwem jeszcze lepszego - Ran. Nie wyobrażam sobie żeby mogła ona popełnić jakikolwiek błąd kiedykolwiek. Nie było jednak już co myśleć po fakcie. Pokładałem całe swoje nadzieję w tym, że śledztwo się powiedzie. Nagle poczułem dziwne uczucie...A mimo to dobrze mi znane. Oznaczało tylko jedno i nie mogłem w żaden sposób nic zaradzić. Nie minęła sekunda i...Witam wszystkich! W ramach szybkiego wytłumaczenia - zwą mnie Mike i od czasu do czasu będę przejmował to opowiadanie. Wszyscy za? Nie? Trudno, nie obchodzi mnie to! A teraz wróćmy do sedna. Spojrzałem na Lunę zza szkieł okularów Kevin'a. Serio...Jak można mieć taką wadę? Szybko jednak przyzwyczaiłem się i zacząłem ignorować to małe utrudnienie. Dziewczyna wyglądała jakby chciała o coś jeszcze zapytać, ja jednak szybko przerwałem jej ruchem ręki. Uśmiechnąłem się i spojrzałem na czereśnie ukryte pod książką którą rzekomo czytała. Wstając chwyciłem za grzbiet tomu i uniosłem go do góry.
- Jak mniemam raczej za to nie płaciłaś? Oj Luna, żeby się zniżać do kradzieży - powiedziałem, a wredny uśmieszek wpełzł na moje usta. Skąd wiedziałem, że są kradzione? Zgadywałem? Przeczucie? Nie mogę się mylić bo jestem demonem? Tak, to dokładnie coś w tym stylu. Z błyskiem w oku czekałem na jej odpowiedź.
Luna? Porozmawiamy o tym ^^?
Towarzysz Iskier
Imię: Iskier
Płeć: samiec
Charakter: Jest naprawdę temperamentny. Jeżeli coś mu się nie podoba, okazuje to w prost. Jest strasznie nieusłuchany dla obcych. Dla swojej pani by zrobił wszystko, choć często pokazuje pazurki. Bardzo czujny. Często znika, ale to rzadko się zdarza. Śpi ze swoją panią, przy jej głowie. Często kładzie się jej na ramieniu, brzuchu lub plecach. Wydaje się, że nie lubi pieszczot bo nie pozwala się nawet dotknąć innym, ale za to w ramionach Ri mógł by spędzić wieczność, mrucząc.
Profil Merie Asane
Imię: Merie dla przyjaciół Ri
Nazwisko: Asane
Wiek: 18 lat
Płeć: kobieta
Rasa: wilk
Praca: Muzyk
Kryształ: Rubin, normalny
Charakter: Wydaję się kolejną szarą i normalną osoba w tym świecie. Ri zawsze próbowała odnaleźć siebie, lecz jest to bardzo trudne. Zawsze gdy próbuje sobie ułożyć w głowie swoje życie, to ma ciągły mętlik myśli. Powierzchownie Merie wydaję się przyjacielska, opanowana i poważna. Ale w rzeczywistości jest naprawdę inna. Jej matka często powiadała :Ma ciężki charakter. Jest bardzo nie ufna, praktycznie to nie ufa nikomu. Potrafi zezłościć się w kilka sekund. Psuć komuś dzień jeżeli sama ma nie ciekawy. Odgryza się kiedy może. Ma w nosie to co o niej mówią. Mówi w tedy: ,,Oh..czuję się taka sławna''. Potrafi być irytująca i złośliwa dla otoczenia. Sama uważa, że nigdy nie była idealna, nie jest i nie będzie. Pogodziła się z tym. Szanuje tych, którzy szanują ją. I tak zostanie. Kocha grać na skrzypcach i potocznie mówiąc...wymiata na nich. Często grała młodszej siostrze a ona śpiewała. Dawno komuś nie grała i brakuje jej tego. Pomimo, że jest opanowana można my było powiedzieć, że jest nie przewidywalna i nikt nie wie co się dzieje w jej głowie. Oczy zawsze pełne życia i blasku i ciągłej czujności. Bardzo rzadko się uśmiecha, nie licząc tego złośliwego uśmiechu. Jest bardzo tajemnicza i mało mówi, ale lub słuchać. Jest godna zaufania. Kocha samotność i nie lubi jak ktoś jej zakłóca czas. Jej mina zawsze jest taka sama: obojętna. Oczy zawsze niewzruszone. Gdy jest sama często gada do Iskra-swojego kota. Ri jest typową buntowniczką i nie lubi jak jej ktoś rozkazuje. Wie na co sobie pozwolić i ile jest warta. Ma temperamencik. Gdy jest sama gra na skrzypcach, lub strzela z łuku. Gdy głaszcze Iskra uspokaja się natychmiastowo.
Opis wyglądu: Ma długie czekoladowe włosy. Jest blada, choć usta delikatnie różowe. Jest szczupła, ale nie zbyt wysoka-ma tylko 165 wzrostu. Oczy piwne z odcieniem zielonego. Jest bardzo szybka i zwinna. Często ubiera za duże bluzki a do tego krótkie spodenki i zwykłe trampki. Włosy często są roztargane, lub upięte w wysoką kitkę albo gruby warkocz na bok.
Dodatkowe: Na prawej łopatce ma bliznę ma około 3 cm, ale jest bardzo widoczna.
Umiejętność Specjalna: Brak
Smok: brak
Towarzysz: Iskier
Wygląd:
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
