Kolejny taki sam dzień. Kiedy to stało się dla mnie normalne? Już nawet nie pamiętam. Szłam właśnie do budynku sądu. Nie rozumiem jego ogromnych rozmiarów skoro tylko ja jestem sędziom, a osób na innych stanowiskach prawie nie ma. Pewnie było ich o wiele więcej, kiedy to miasto działało dawno temu. Wiadomo nam tylko tyle, że kiedyś żyło tu wiele istnień, lecz nie udało nam się odkryć, co się stało, iż przestały tutaj przebywać. Odwiecznie dręczące wszystkich pytanie: dlaczego? Może nigdy się tego nie dowiemy. Chociaż jest to możliwe. Najbardziej nieustępliwym w tym działaniu jest Kevin. Całymi dniami siedzi w bibliotece, a że nie wielu tam gości, to ma sporo czasu, aby studiować książki pochodzące stamtąd. O jakim miejscu mówię? Oczywiście o Diamentowej Bibliotece. Pracuje tam, spędza całe dnie, nawet czas wolny od pracy poświęca na próby dowiedzenia się czegokolwiek. Ja też, kiedy mam trochę czasu, staram się czegoś dowiedzieć, jednak nie mam go tyle, co on. Prawie nie wychodzi z stamtąd. Tak pochłonęły mnie moje myśli, iż nawet nie zauważyłam, kiedy doszłam na miejsce. Weszłam pośpiesznym krokiem do budynku, a następnie witając każdą napotkaną osobę, doszłam w końcu do pomieszczenia, w którym pracowałam. Usiadłam za biurkiem, natychmiastowo biorąc do ręki dokumenty sprawy, którą miałam się teraz zająć. To takie nudne, ale w tym mieście potrzebny jest jakiś sędzia. Co następne? Ach, mogłam się domyślić. Mike. Kazałam wprowadzić go do pokoju. oparłam lewy łokieć o blat znudzona wszystkim, a w prawą rękę wzięłam papiery na temat jego sprawy. Tym razem to... O, niszczenie mienia publicznego. Która to taka akcja w jego wykonaniu? Dwudziesta... Czwarta? Piąta? Nie ważne. Odwróciłam się w jego stronę. Siedział na fotelu przed biurkiem, złośliwie się do mnie uśmiechając. Westchnęłam prawie niesłyszalnie.
- Witam cię, Mike. Jak widzę, znów uprzykrzasz życie Kevin'a. Co ja mam z tobą zrobić? - powiedziałam, bacznie obserwując jego i jego zachowanie. Mike wzruszył ramionami.
- Kto wie? I tak w żadnym wypadku nie dostanie się mi, a jemu. Prawie mi go żal~! - odparł z lekkim rozbawieniem. No cóż, ma rację. Nie ważne, jaki wyrok mu dam, może po prostu zamienić się kontrolą z Kevin'em, a tym samym to on zostanie ukarany. Muszę znaleźć sposób, żeby ukarać Mike'a, a jednocześnie nic nie stało się z Kevin'em... Ha! Mam pomysł.
- Dzisiejszy dzień spędzisz tutaj, w moim biurze, o tam - wskazałam na kanapę, stojącą pod ścianą z mojej lewej strony. Pomieszczenie nie było największe, więc stała dość blisko mnie. - To twoja kara - dopowiedziałam po chwili. Kevin'owi raczej nie będzie to przeszkadzać, dam mu coś do czytania, żeby się nie nudził, ale Mike... No cóż, nie powinien być zadowolony z siedzenia przez cały dzień w jednym miejscu, gdzie mogę go pilnować, toteż nie może zrobić nic złego ani głupiego. Przez chwilę siedział cicho, a następnie rzucił mi zdenerwowane spojrzenie.
- Serio? Nic lepszego nie było? - zapytał z wyraźną irytacją w głosie. - Jakaś ty kreatywna - dodał przewracając oczami. Zignorowałam tę uwagę. Teraz tak mówi, zobaczymy, co będzie później. Posłusznie, jak na niego, poszedł tam, a ja kontynuowałam moje codzienne zajęcia.
Mike/ Kevin?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz