Po raz kolejny zdarzyło się coś takiego. Nienawidziłem tego, a on świetnie o tym wiedział. Dlatego właśnie robienie tego typu rzeczy napawało go podwójną radością. Zdawał sobie sprawę z tego jak irytuje tym mnie i właśnie to dawało mu satysfakcję. Dla wyjaśnień, gdy Mike przejmuje nade mną kontrolę dobrze wiem co robi. Dość trudno to wytłumaczyć, ale widzę wtedy wszystkie czynności, zdaje sobie z nich sprawę, jednak nie mogę powstrzymać tego co się dzieję. Z tego powodu tak często bywałem w sądzie, mimo że mógłbym teraz być w bibliotece i szukać odpowiedzi na pytania od tak dawna wypełniające moje myśli. Choć i tak kara nie była taka okropna, przynajmniej nie dla mnie. Zdawałem sobie sprawę z tego, że Atrium specjalnie dobrała ją w taki sposób. Byłem jej wdzięczny za to, w końcu niewiele ludzi zdawało sobie sprawę z mojej sytuacji i wolałem aby tak zostało, a ona mi w tym pomagała. Nie chciałbym żeby ktoś dowiedział się o Mike'u. Nawet jeśli wiele by tu ułatwiło powstałoby też przez dużo problemów. Nagle usłyszałem ciche westchnięcie.
- Co za nudy... - doszło do mnie mruknięcie wypowiedziane moim głosem. Po chwili Mike stwierdził, iż panowanie nad ciałem nic teraz nie zmieni więc oddał mi nad nim kontrolę. Wtedy sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem z niej okulary. Czy on zawsze musi je chować? Jako wilk nie miałem z tym problemu, ale teraz naprawdę kiepsko widzę gdy ich nie noszę. Spojrzałem z lekkim zakłopotaniem na Atrium, a ona najprawdopodobniej czując na sobie mój wzrok także skierowała go w moją stronę.
- Ja...Przepraszam ze niego... - powiedziałem cicho patrząc się w podłogę. Patrzenie teraz w jej oczy było dla mnie zbyt wstydliwe. Przecież mogłem nauczyć się w jakiś sposób kontrolować Mike'a, na pewno. Nie umiałem tylko zrozumieć co powinienem zrobić żeby tak się stało.
- Czemu przepraszasz? Nie masz za co, w końcu to nie twoja wina. Nie ma sposobu na kontrolowanie demonów. W końcu, właśnie o to chodzi w opętaniu, nie można nad nim panować - odpowiedziała typowym dla niej tonem. Ja skinąłem głową choć nie byłem przekonany jej słowami. Jak już mówiłem musi być jakikolwiek sposób. Mnóstwo osób dało radę zwalczyć opętanie. Kluczem do tego wszystkie jest silna wola. Właśnie i w tym leży cały problem. Westchnąłem ledwo słyszalnie ponownie kierując swój wzrok w stronę Atri.
- Mimo wszystko i tak będę przepraszać. To wszystko tylko dorzuca Ci obowiązków - stwierdziłem zgodnie z prawdą. Zawsze podziwiałem to jak Atrium daje radę sobie z tyloma sprawami, a powodowanie więcej sytuacji którymi musi się zajmować z pewnością żadnym ułatwieniem dla niej nie było.
- Spokojnie, nawet jeśli nie byłoby spraw i tak musiałabym tu siedzieć. Przynajmniej mam coś do roboty - odparła. Niby to też prawda i nieco mnie tym uspokoiła, ale nie likwidowało to do końca mojego poczucia winy. - Następny - rzuciła w stronę drzwi. Przez resztę dnia jedynie obserwowałem to co robi, ewentualnie czytałem po raz kolejny jakąś książkę którą mi dała. Zabawne, że w tym mieście nie znajdzie się już chyba nic czego bym nie czytał. Co prawda od czasu do czasu Mike zaczynał coś do mnie mówić, jednak ignorowałem go. Byłem zbyt zły, nawet jeśli nie było tego widać, żeby mu odpowiadać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz