środa, 23 grudnia 2015
Od Merie
Taki piękny dzień-do spania oczywiście- to nie. Cały świat musi się sprzeciwić. Znaczy nie cały świat, tylko mój uroczy kotek Iskier.
~Miał...MIAŁ!~ Iskier łaził po mnie i miauczał nad uchem. Żywy budzik-Pomyślałam zirytowana. Moja głowa wychyliła się za krawędzi łóżka. Mój wzrok padł na miski Iskra. Były puste.
-Iskier, spadaj. Myszy łowić-też żarcie.- wymruczałam w połowie śpiąc. Odpowiedział mi przeciągłym sykiem i pacnął mnie łapką w policzek. Otworzyłam zaspane oczy.
-Za jakie grzechy mnie to spotyka.- mamrotałam do siebie gramoląc się z łóżka. No i oczywiście wylądowałam plackiem na podłodze owinięta kocem jak kokonem. Zdmuchnęłam kosmyk włosów z prawego oka. Co za złośliwość losu... Wygramoliłam się z koca i poszłam szukać jedzenia Iskra. Kot dreptał za mną z wysoko uniesionym ogonem, czyli z oznaką zadowolenia. Przerwałam szukanie w szafce i kątem oka spojrzałam na Iskra, który się spojrzał na mnie i miauknął tak jakby mówił-"Szukaj mi tego jedzenia!" Prychnęłam z udawaną złością i wznowiłam poszukiwania. Przy okazji potłukłam słoik z mąką, który prawie wylądował na głowie kota. Iskier w ostatniej chwili wskoczył na blat i syknął na mnie przeciągle.
-Przepraszam no-powiedziałam do Iskra. Najgorsze było to, że byłam na boso a na podłodze wszędzie było szkoło. Wzięłam talerzyk, nasypałam do niego jedzenia dla Iskra. Postawiłam przed nim a on zaczął jeść. Ja zaczęłam swoją wędrówkę po szufelkę i zmiotkę przez pole naminowane szkłem. Gdy już doszłam do ganku wzięłam szufelkę i zmiotkę wróciłam do kuchni i pozamiatałam. Podeszłam do lodówki w poszukiwaniu jedzenia dla mnie. Szafki i lodówka świeciły pustkami. Były tylko krakersy, chleb w szafce a w lodówce masło i szynka. Postanowiłam nie jeść. Poszłam się ubrać w białą sukienkę a włosy zaplotłam w warkocz na bok i zawiązałam białą wstążką. Iskier, gdy zobaczył, że się ubrałam wskoczył mi na rękę, Wzięłam skrzypce i wraz z kotem poszliśmy w stronę parku. Niestety droga do mojego ulubionego parku prowadziła przez plac główny, czyli tam gdzie znajdowała się Diamentowa Biblioteka. Było duże zbiorowisko ludzi. Coś się stało? Nie miałam ochoty się dowiadywać. Ominęłam zbiegowisko ludzi i ukradkiem udałam się do parku. Jak się spodziewałam, zaludnienie w parku jest nikłe. Poszłam daleko i usiadłam na polanie. Iskier położył się obok mnie. Zaczęłam grać, spokojnie a potem co raz szybciej. Nagle usłyszałam delikatny i cudowny głos, który idealnie zgrywał się z moją grą na skrzypcach. Spojrzałam się w stronę skąd dochodził delikatny głos. Dochodził z drzewa. Przerwałam grę i jednocześnie śpiew także się urwał. Podeszłam do drzewa. Za mną jak zwykle maszerował Iskier. Spojrzałam do góry. Na drzewie siedziała dziewczyna z czarnymi włosami. Miała magnetyczne turkusowe oczy a na sobie błękitną sukienkę. Uśmiechnęła się do mnie a ja do niej. Na jej ramieniu siedziała czarna kotka, która uważnie przyglądała się Iskrowi. Nieznajoma wstała na gałęzi, która nie wiem jakim cudem ale nie zagięła się, zeskoczyła zrobiła jeden pełny obrót w powietrzu i bez głośnie opadła na ziemię. Jej kotka zeszła po drzewie.
-Witam, jestem Merie w skrócie po prostu Ri. A to mój kot Iskier-powiedziałam miło i podałam dłoń na przywitanie.
-Witam...ja jestem Moonlight...a to moja kotka Ayami.-Uścisnęła mi słabo dłoń.
-Pięknie śpiewasz...-powiedziałam bez zastanowienia.
Moonlight?? xD
~Miał...MIAŁ!~ Iskier łaził po mnie i miauczał nad uchem. Żywy budzik-Pomyślałam zirytowana. Moja głowa wychyliła się za krawędzi łóżka. Mój wzrok padł na miski Iskra. Były puste.
-Iskier, spadaj. Myszy łowić-też żarcie.- wymruczałam w połowie śpiąc. Odpowiedział mi przeciągłym sykiem i pacnął mnie łapką w policzek. Otworzyłam zaspane oczy.
-Za jakie grzechy mnie to spotyka.- mamrotałam do siebie gramoląc się z łóżka. No i oczywiście wylądowałam plackiem na podłodze owinięta kocem jak kokonem. Zdmuchnęłam kosmyk włosów z prawego oka. Co za złośliwość losu... Wygramoliłam się z koca i poszłam szukać jedzenia Iskra. Kot dreptał za mną z wysoko uniesionym ogonem, czyli z oznaką zadowolenia. Przerwałam szukanie w szafce i kątem oka spojrzałam na Iskra, który się spojrzał na mnie i miauknął tak jakby mówił-"Szukaj mi tego jedzenia!" Prychnęłam z udawaną złością i wznowiłam poszukiwania. Przy okazji potłukłam słoik z mąką, który prawie wylądował na głowie kota. Iskier w ostatniej chwili wskoczył na blat i syknął na mnie przeciągle.
-Przepraszam no-powiedziałam do Iskra. Najgorsze było to, że byłam na boso a na podłodze wszędzie było szkoło. Wzięłam talerzyk, nasypałam do niego jedzenia dla Iskra. Postawiłam przed nim a on zaczął jeść. Ja zaczęłam swoją wędrówkę po szufelkę i zmiotkę przez pole naminowane szkłem. Gdy już doszłam do ganku wzięłam szufelkę i zmiotkę wróciłam do kuchni i pozamiatałam. Podeszłam do lodówki w poszukiwaniu jedzenia dla mnie. Szafki i lodówka świeciły pustkami. Były tylko krakersy, chleb w szafce a w lodówce masło i szynka. Postanowiłam nie jeść. Poszłam się ubrać w białą sukienkę a włosy zaplotłam w warkocz na bok i zawiązałam białą wstążką. Iskier, gdy zobaczył, że się ubrałam wskoczył mi na rękę, Wzięłam skrzypce i wraz z kotem poszliśmy w stronę parku. Niestety droga do mojego ulubionego parku prowadziła przez plac główny, czyli tam gdzie znajdowała się Diamentowa Biblioteka. Było duże zbiorowisko ludzi. Coś się stało? Nie miałam ochoty się dowiadywać. Ominęłam zbiegowisko ludzi i ukradkiem udałam się do parku. Jak się spodziewałam, zaludnienie w parku jest nikłe. Poszłam daleko i usiadłam na polanie. Iskier położył się obok mnie. Zaczęłam grać, spokojnie a potem co raz szybciej. Nagle usłyszałam delikatny i cudowny głos, który idealnie zgrywał się z moją grą na skrzypcach. Spojrzałam się w stronę skąd dochodził delikatny głos. Dochodził z drzewa. Przerwałam grę i jednocześnie śpiew także się urwał. Podeszłam do drzewa. Za mną jak zwykle maszerował Iskier. Spojrzałam do góry. Na drzewie siedziała dziewczyna z czarnymi włosami. Miała magnetyczne turkusowe oczy a na sobie błękitną sukienkę. Uśmiechnęła się do mnie a ja do niej. Na jej ramieniu siedziała czarna kotka, która uważnie przyglądała się Iskrowi. Nieznajoma wstała na gałęzi, która nie wiem jakim cudem ale nie zagięła się, zeskoczyła zrobiła jeden pełny obrót w powietrzu i bez głośnie opadła na ziemię. Jej kotka zeszła po drzewie.
-Witam, jestem Merie w skrócie po prostu Ri. A to mój kot Iskier-powiedziałam miło i podałam dłoń na przywitanie.
-Witam...ja jestem Moonlight...a to moja kotka Ayami.-Uścisnęła mi słabo dłoń.
-Pięknie śpiewasz...-powiedziałam bez zastanowienia.
Moonlight?? xD
Od Luny: Mózg przewrócony na drugą stronę
Pierwsze co sobie pomyślałam? Że umysł Kevina, nie mogąc już dłużej znieść charakteru właściciela, przewrócił się na lewą stronę. Potem zaczęłam rozważać czy mój koleżka nie ma kłopotów z rozdwojeniem jaźni...Nie było jednak sensu się nad tym głowić. Co ja? Psycholog terapeuta? Postanowiłam udawać, że ten nagły zwrot akcji nie zrobił na mnie najmniejszego wrażenia. Nie było to zresztą dalekie od prawdy.
- Obawiam się iż nasze światopoglądy diametralnie się od siebie różnią- powiedziałam opierając łokcie na stole, splatając palce i opierając na nich podbródek.
- Doprawdy?- na jego usta wpłynął jeden z najbardziej złośliwych uśmiechów jakie widziałam, a widziałam ich wiele.
Konsekwentnie go zignorowałam i pokiwałam głową jak gdyby nigdy nic.
- Dokładnie, Panie Kolego- mruknęłam.
Wrzuciłam sobie jedną czereśnie do ust. Pestką splunęłam do najbliższego kosza i powróciłam do poprzedniej pozycji.
- To może- powiedział dalej stojąc z książką w ręku- wytłumaczysz mi na czym owa różnica polega?
- Jak pan sobie życzy- powiedziałam- A więc. W twoim mniemaniu, jak sądzę, kradzież jest rzeczą poniżającą. Zgadza się?- chłopak pokiwał głową- No. Moim zdaniem upokarzająca jest tylko sytuacja w której człowiek kradnie. Nie uważam jednak za hańbę kraść gdy nie ma się wyboru.
Oczy Kevina zwęziły się w wąskie szparki, ale nie wyglądał na wściekłego. Słowa które potem wypowiedział ociekały kpiną.
- Nikogo tu nie oszukasz. Dobrze wiem, że masz wybór.
Wzruszyłam ramionami.
- Potraktuj to więc jako demonstrację, sprzeciw wobec ustrojowi, próbę walki ze społeczeństwem- podniosłam dłonie nad ramiona, trochę jak aresztowany przestępca- Myśl co chcesz. Jeżeli taka twoja wola zacznij mnie wyzywać. Nie da się jednak ukryć, że i ty czasem praktykujesz coś podobnego. Różnica polega na tym, że ja odnoszę z tego korzyści- zakończyłam wrzucając do ust kolejny owoc.
Mówiłam wszystko spokojnym, obojętnym głosem. Nie ważne co sobie pomyśli, niżej nie upadnę. I nie użalam się nad sobą! Stwierdzam twarde realia. Obserwacja, analiza, wniosek. Szczyt, upadek, dno. Pozostaje tylko duma, której żaden kretyn, nawet ten którym stał się dziś Kevin, mi jej nie odbierze.
Chłopak przez chwilę milczał jakby zastanawiał się nad ripostą. W końcu obszedł stół, sięgnął do mojej torby i wyciągnął z niej drugie, a jednocześnie ostatnie, jabłko.
- W takim razie ja właśnie demonstruję przeciwko twojemu światopoglądowi- mrukną powracając na poprzednie miejsce i warząc owoc w ręce.
Odgryzł spory kawałek, a resztę rzucił na stół. Powiodłam wzrokiem od chłopaka do jabłka i z powrotem. Nadal będącą w ustach pestką strzeliłam mu w twarz tak, że utknęła pomiędzy okularami, a nosem. Następnie sięgnęłam po leżące na stole jabłko i rzuciłam prosto w jego czoło.
- Ał!- jęknął upuszczając ,,Kryształy i kryształki: i przykładając dłoń do głowy.
Spojrzał na mnie, bynajmniej, nieprzychylnym wzrokiem.
- Jesteś żałosna.
Zmarszczyłam brwi. Skoro tak...Wstałam i podeszłam do niego z garścią czereśni w dłoni. Stanęłam przed chłopakiem i rozsmarowałam mu owoce na twarzy, ten o dziwo nawet się nie cofnął, tylko lekko skrzywił. Schyliłam się po książkę i z miejsca wrzuciłąm ją do stojącej na krześle torby i ponownie stanęłam twarzą do niego.
- Taaa...-mruknęłam cofając się o krok- Masz rację, jestem żałosna, ale i tak wyglądam lepiej niż ty.
Kevin/Mike? Tak, zdaję sobie sprawę ze stanu tego opka.
- Obawiam się iż nasze światopoglądy diametralnie się od siebie różnią- powiedziałam opierając łokcie na stole, splatając palce i opierając na nich podbródek.
- Doprawdy?- na jego usta wpłynął jeden z najbardziej złośliwych uśmiechów jakie widziałam, a widziałam ich wiele.
Konsekwentnie go zignorowałam i pokiwałam głową jak gdyby nigdy nic.
- Dokładnie, Panie Kolego- mruknęłam.
Wrzuciłam sobie jedną czereśnie do ust. Pestką splunęłam do najbliższego kosza i powróciłam do poprzedniej pozycji.
- To może- powiedział dalej stojąc z książką w ręku- wytłumaczysz mi na czym owa różnica polega?
- Jak pan sobie życzy- powiedziałam- A więc. W twoim mniemaniu, jak sądzę, kradzież jest rzeczą poniżającą. Zgadza się?- chłopak pokiwał głową- No. Moim zdaniem upokarzająca jest tylko sytuacja w której człowiek kradnie. Nie uważam jednak za hańbę kraść gdy nie ma się wyboru.
Oczy Kevina zwęziły się w wąskie szparki, ale nie wyglądał na wściekłego. Słowa które potem wypowiedział ociekały kpiną.
- Nikogo tu nie oszukasz. Dobrze wiem, że masz wybór.
Wzruszyłam ramionami.
- Potraktuj to więc jako demonstrację, sprzeciw wobec ustrojowi, próbę walki ze społeczeństwem- podniosłam dłonie nad ramiona, trochę jak aresztowany przestępca- Myśl co chcesz. Jeżeli taka twoja wola zacznij mnie wyzywać. Nie da się jednak ukryć, że i ty czasem praktykujesz coś podobnego. Różnica polega na tym, że ja odnoszę z tego korzyści- zakończyłam wrzucając do ust kolejny owoc.
Mówiłam wszystko spokojnym, obojętnym głosem. Nie ważne co sobie pomyśli, niżej nie upadnę. I nie użalam się nad sobą! Stwierdzam twarde realia. Obserwacja, analiza, wniosek. Szczyt, upadek, dno. Pozostaje tylko duma, której żaden kretyn, nawet ten którym stał się dziś Kevin, mi jej nie odbierze.
Chłopak przez chwilę milczał jakby zastanawiał się nad ripostą. W końcu obszedł stół, sięgnął do mojej torby i wyciągnął z niej drugie, a jednocześnie ostatnie, jabłko.
- W takim razie ja właśnie demonstruję przeciwko twojemu światopoglądowi- mrukną powracając na poprzednie miejsce i warząc owoc w ręce.
Odgryzł spory kawałek, a resztę rzucił na stół. Powiodłam wzrokiem od chłopaka do jabłka i z powrotem. Nadal będącą w ustach pestką strzeliłam mu w twarz tak, że utknęła pomiędzy okularami, a nosem. Następnie sięgnęłam po leżące na stole jabłko i rzuciłam prosto w jego czoło.
- Ał!- jęknął upuszczając ,,Kryształy i kryształki: i przykładając dłoń do głowy.
Spojrzał na mnie, bynajmniej, nieprzychylnym wzrokiem.
- Jesteś żałosna.
Zmarszczyłam brwi. Skoro tak...Wstałam i podeszłam do niego z garścią czereśni w dłoni. Stanęłam przed chłopakiem i rozsmarowałam mu owoce na twarzy, ten o dziwo nawet się nie cofnął, tylko lekko skrzywił. Schyliłam się po książkę i z miejsca wrzuciłąm ją do stojącej na krześle torby i ponownie stanęłam twarzą do niego.
- Taaa...-mruknęłam cofając się o krok- Masz rację, jestem żałosna, ale i tak wyglądam lepiej niż ty.
Kevin/Mike? Tak, zdaję sobie sprawę ze stanu tego opka.
niedziela, 23 sierpnia 2015
Od Atrium: Tłumaczenie
Po tym, jak uspokoiłam nieco Kevin'a, razem z kilkoma strażnikami wybiegłam z biblioteki. Natychmiast kazałam posłać po policję detektywów i tym podobne osoby, potrzebne, aby znaleźć sprawcę bądź sprawców tego haniebnego czynu. Nadal zastanawia mnie... Czemu ukradli tak mało wartościowe książki? Nie ryzykowaliby chyba włamania do TEJ biblioteki tylko dla takich książek. To nie ma sensu... To nie pora na takie rozważania. Po dosyć długich, mozolnych i nie udanych poszukiwaniach, wróciliśmy do początku naszej podróży. Nawet z wykorzystaniem umiejętności, które otrzymałam od mojego kryształu nic nie znaleźliśmy. Po tym wszystkim byliśmy jedynie wyczerpani, zawiedzeni i zdenerwowani. Stałam, rozmawiając ze strażnikiem, który znalazł swojego znajomego, kiedy przyszedł go zmienić. To on wezwał medyka i razem z innym chłopakiem, poszli do mnie. Zachowali się jak powinni. Ran dobrze ich pilnuje, wiedzą, co oraz kiedy mają robić. Nadal nie rozumiem, jakim cudem miało to miejsce, biorąc pod uwagę, że taka osoba jak Ran nimi dowodzi. Nie pozwoliłaby na coś takiego za nic... To naprawdę podejrzane. Przed biblioteką było już pełno osób. W takim wypadku, wszyscy się mobilizują i działają błyskawicznie. Dyskutowałam ze strażnikiem, mając nadzieję, iż dowiem się od niego czegoś nowego. To było jednak próżne. Staliśmy w miejscu, a to nie wróżyło nic dobrego. Traciliśmy czas. Jeśli ktoś raz się włamał, może być na tyle zuchwały, żeby zrobić to po raz drugi. Raczej by nikogo to nie ucieszyło. Z moich rozmyślań wyrwało mnie nagłe szturchnięcie.
- Przepraszam. Czy pani Atrium Nightmare? - spytała osoba stojąca za mną. Odwróciłam się w jej stronę i zobaczyłam małą dziewczynkę o krótkich włosach i wilczych uszach.
- Tak? - odparłam krótko pytaniem.
- Przesyłka - wyjaśniła mi dziewczynka. Szybko odebrałam list oraz spojrzałam na nadawcę. To od jednego z detektywów.
- Nareszcie! - powiedziałam sama do siebie - Trzymaj. Należy Ci się - rzuciłam szybko, dając kurierce wynagrodzenie. Otworzyłam kopertę, a następnie zaczęłam szybko czytać. Nie było zbyt wiele nowych informacji... Nagle zauważyłam, iż dziewczyna nadal się na mnie patrzy. Przerwałam czytanie, aby zapytać, o co chodzi.
- Coś nie tak? - zapytałam, przyglądając się kurierce.
- Czy pani jest wilkiem? A raczej, czy BYŁA pani wilkiem? - zebrała się, aby w końcu o to zapytać. Zaskoczyło mnie to. Nie widziała wcześniej wilków? Jeśli mam być szczera, to większość mieszkańców jest wilkami. Po prostu tylko nielicznym zostały uszy i ogony, jako pamiątki po starych czasach. Doprawdy, nikt nie zadał mi takiego pytania. Byłam przekonana, że wszyscy znają historie odnowienia miasta.
- Owszem, byłam. To takie nietypowe? - stwierdziłam w odpowiedzi na jej pytania. Następnie zostałam zasypana pytaniami, dlaczego tu nie ma innych wilków, czemu jest nas tak mało i tym podobne. Zaprawdę, interesująca osóbka. Nie zna historii odnowienia miasta oraz nie wiem, kto w nim rządzi. Smutne. Westchnęłam cicho. Jeszcze nigdy nie spotkałam nikogo takiego.
- Moja droga, czyżbyś nie wiedziała? Większość miasta stanowią wilki, jednakże tylko nieliczne posiadają uszy i ogony, jak my. Wszakże, to wilki z Kryształowej Watahy odbudowały miasto. To właśnie wilki trafiły tu jako pierwsze, dopiero z czasem zaczęli się pojawiać ludzie. Nikt nie zapoznał cię z tą historią? - wyjaśniłam jej, a następnie wróciłam do czytania listu, nie czekając na jej odpowiedź. Gdy skończyłam, zauważyłam, że dziewczynka nadal stoi w osłupieniu obok mnie.
Flippa?
- Przepraszam. Czy pani Atrium Nightmare? - spytała osoba stojąca za mną. Odwróciłam się w jej stronę i zobaczyłam małą dziewczynkę o krótkich włosach i wilczych uszach.
- Tak? - odparłam krótko pytaniem.
- Przesyłka - wyjaśniła mi dziewczynka. Szybko odebrałam list oraz spojrzałam na nadawcę. To od jednego z detektywów.
- Nareszcie! - powiedziałam sama do siebie - Trzymaj. Należy Ci się - rzuciłam szybko, dając kurierce wynagrodzenie. Otworzyłam kopertę, a następnie zaczęłam szybko czytać. Nie było zbyt wiele nowych informacji... Nagle zauważyłam, iż dziewczyna nadal się na mnie patrzy. Przerwałam czytanie, aby zapytać, o co chodzi.
- Coś nie tak? - zapytałam, przyglądając się kurierce.
- Czy pani jest wilkiem? A raczej, czy BYŁA pani wilkiem? - zebrała się, aby w końcu o to zapytać. Zaskoczyło mnie to. Nie widziała wcześniej wilków? Jeśli mam być szczera, to większość mieszkańców jest wilkami. Po prostu tylko nielicznym zostały uszy i ogony, jako pamiątki po starych czasach. Doprawdy, nikt nie zadał mi takiego pytania. Byłam przekonana, że wszyscy znają historie odnowienia miasta.
- Owszem, byłam. To takie nietypowe? - stwierdziłam w odpowiedzi na jej pytania. Następnie zostałam zasypana pytaniami, dlaczego tu nie ma innych wilków, czemu jest nas tak mało i tym podobne. Zaprawdę, interesująca osóbka. Nie zna historii odnowienia miasta oraz nie wiem, kto w nim rządzi. Smutne. Westchnęłam cicho. Jeszcze nigdy nie spotkałam nikogo takiego.
- Moja droga, czyżbyś nie wiedziała? Większość miasta stanowią wilki, jednakże tylko nieliczne posiadają uszy i ogony, jak my. Wszakże, to wilki z Kryształowej Watahy odbudowały miasto. To właśnie wilki trafiły tu jako pierwsze, dopiero z czasem zaczęli się pojawiać ludzie. Nikt nie zapoznał cię z tą historią? - wyjaśniłam jej, a następnie wróciłam do czytania listu, nie czekając na jej odpowiedź. Gdy skończyłam, zauważyłam, że dziewczynka nadal stoi w osłupieniu obok mnie.
Flippa?
piątek, 14 sierpnia 2015
Od Kevin'a/Mike'a: Zwykła pogawędka
W bibliotece panował o wiele większy ruch i harmider niż zwykle. Powiem wprost, ani trochę mi to nie odpowiadało. To miejsce było dla mnie swego rodzaju oazą, można stwierdzić, że nawet drugim domem. Zazwyczaj nie przebywało tu tak wiele osób jak w tej chwili. Co jednak zrobić? Dobrze wiedziałem, iż działali po to aby odnaleźć skradzione książki, a to w tej chwili było najważniejsze na świecie. Z cichym westchnięciem patrzyłem na całą to aferę zza regału. Nie było co się wtrącać czy przeszkadzać. Wszystko czego ode mnie chcieli już powiedziałem, a zadając ciągłe pytania tylko bym przedłużał i utrudniał śledztwo. Odwracając się ujrzałem osobę oddaloną od tego wszystkiego, siedzącą przy stoliku na uboczu. Od razu rozpoznałem odcień włosów, które związane były wstążką. Podszedłem nieco bliżej.
- Co czytasz? - zagadnąłem, choć świetnie zdawałem sobie sprawę z tego, że chwyciła pewnie pierwszą lepszą książkę. Dobrze znam Lunę, jeśli przyszłaby NAPRAWDĘ coś przeczytać zdziwiłbym się. W tym wypadku jednak nie przeszkadzało mi to ani trochę, poznaliśmy się jeszcze jako wilki, tak więc nie powinno być to nic dziwnego.
- "Krzyształy i Krzyształki". Zakładam, że już czytałeś. A co u ciebie, Kevin'ku? - odparła nawet nie oglądając się za siebie. Też rozpoznaje mnie po samym głosie co? Podszedłem do krzesła naprzeciwko niej i z cichym odgłosem szurnięcia, wywołanym przez otarcie się drewna o ziemię, odsunąłem krzesło.
- Nie musisz zdrabniać mojego imienia - upomniałem cicho siadając. Nie irytowało mnie to co prawda, jednak nie widziałem żadnego sensu w tej czynności. - Jak myślisz? Tyle ludzi kręci się po bibliotece, jest po prostu świetnie - odpowiedziałem bardziej mruknięciem niż moim codziennym stylem mówienia. Nie było co ukrywać, cała ta sytuacja po prostu mnie męczyła i irytowała.
- O co cała ta afera? - spytała choć raczej nie była tym przejęta. Powiedziałbym, że co najwyżej zdobyło to trochę jej zainteresowania. Nic więcej, Luna już taką osobą była. Przynajmniej tak mi się zdawało, zgadywanie o czym myśli i jak zareaguje naprawdę nie było łatwe, nawet jeśli ją znałem.
- Ktoś ukradł książki - stwierdziłem wzdychając. Dalej nie dochodziło do mnie jak to mogło się stać. Mamy niezwykłych strażników, pod dowództwem jeszcze lepszego - Ran. Nie wyobrażam sobie żeby mogła ona popełnić jakikolwiek błąd kiedykolwiek. Nie było jednak już co myśleć po fakcie. Pokładałem całe swoje nadzieję w tym, że śledztwo się powiedzie. Nagle poczułem dziwne uczucie...A mimo to dobrze mi znane. Oznaczało tylko jedno i nie mogłem w żaden sposób nic zaradzić. Nie minęła sekunda i...Witam wszystkich! W ramach szybkiego wytłumaczenia - zwą mnie Mike i od czasu do czasu będę przejmował to opowiadanie. Wszyscy za? Nie? Trudno, nie obchodzi mnie to! A teraz wróćmy do sedna. Spojrzałem na Lunę zza szkieł okularów Kevin'a. Serio...Jak można mieć taką wadę? Szybko jednak przyzwyczaiłem się i zacząłem ignorować to małe utrudnienie. Dziewczyna wyglądała jakby chciała o coś jeszcze zapytać, ja jednak szybko przerwałem jej ruchem ręki. Uśmiechnąłem się i spojrzałem na czereśnie ukryte pod książką którą rzekomo czytała. Wstając chwyciłem za grzbiet tomu i uniosłem go do góry.
- Jak mniemam raczej za to nie płaciłaś? Oj Luna, żeby się zniżać do kradzieży - powiedziałem, a wredny uśmieszek wpełzł na moje usta. Skąd wiedziałem, że są kradzione? Zgadywałem? Przeczucie? Nie mogę się mylić bo jestem demonem? Tak, to dokładnie coś w tym stylu. Z błyskiem w oku czekałem na jej odpowiedź.
Luna? Porozmawiamy o tym ^^?
- Co czytasz? - zagadnąłem, choć świetnie zdawałem sobie sprawę z tego, że chwyciła pewnie pierwszą lepszą książkę. Dobrze znam Lunę, jeśli przyszłaby NAPRAWDĘ coś przeczytać zdziwiłbym się. W tym wypadku jednak nie przeszkadzało mi to ani trochę, poznaliśmy się jeszcze jako wilki, tak więc nie powinno być to nic dziwnego.
- "Krzyształy i Krzyształki". Zakładam, że już czytałeś. A co u ciebie, Kevin'ku? - odparła nawet nie oglądając się za siebie. Też rozpoznaje mnie po samym głosie co? Podszedłem do krzesła naprzeciwko niej i z cichym odgłosem szurnięcia, wywołanym przez otarcie się drewna o ziemię, odsunąłem krzesło.
- Nie musisz zdrabniać mojego imienia - upomniałem cicho siadając. Nie irytowało mnie to co prawda, jednak nie widziałem żadnego sensu w tej czynności. - Jak myślisz? Tyle ludzi kręci się po bibliotece, jest po prostu świetnie - odpowiedziałem bardziej mruknięciem niż moim codziennym stylem mówienia. Nie było co ukrywać, cała ta sytuacja po prostu mnie męczyła i irytowała.
- O co cała ta afera? - spytała choć raczej nie była tym przejęta. Powiedziałbym, że co najwyżej zdobyło to trochę jej zainteresowania. Nic więcej, Luna już taką osobą była. Przynajmniej tak mi się zdawało, zgadywanie o czym myśli i jak zareaguje naprawdę nie było łatwe, nawet jeśli ją znałem.
- Ktoś ukradł książki - stwierdziłem wzdychając. Dalej nie dochodziło do mnie jak to mogło się stać. Mamy niezwykłych strażników, pod dowództwem jeszcze lepszego - Ran. Nie wyobrażam sobie żeby mogła ona popełnić jakikolwiek błąd kiedykolwiek. Nie było jednak już co myśleć po fakcie. Pokładałem całe swoje nadzieję w tym, że śledztwo się powiedzie. Nagle poczułem dziwne uczucie...A mimo to dobrze mi znane. Oznaczało tylko jedno i nie mogłem w żaden sposób nic zaradzić. Nie minęła sekunda i...Witam wszystkich! W ramach szybkiego wytłumaczenia - zwą mnie Mike i od czasu do czasu będę przejmował to opowiadanie. Wszyscy za? Nie? Trudno, nie obchodzi mnie to! A teraz wróćmy do sedna. Spojrzałem na Lunę zza szkieł okularów Kevin'a. Serio...Jak można mieć taką wadę? Szybko jednak przyzwyczaiłem się i zacząłem ignorować to małe utrudnienie. Dziewczyna wyglądała jakby chciała o coś jeszcze zapytać, ja jednak szybko przerwałem jej ruchem ręki. Uśmiechnąłem się i spojrzałem na czereśnie ukryte pod książką którą rzekomo czytała. Wstając chwyciłem za grzbiet tomu i uniosłem go do góry.
- Jak mniemam raczej za to nie płaciłaś? Oj Luna, żeby się zniżać do kradzieży - powiedziałem, a wredny uśmieszek wpełzł na moje usta. Skąd wiedziałem, że są kradzione? Zgadywałem? Przeczucie? Nie mogę się mylić bo jestem demonem? Tak, to dokładnie coś w tym stylu. Z błyskiem w oku czekałem na jej odpowiedź.
Luna? Porozmawiamy o tym ^^?
Towarzysz Iskier
Imię: Iskier
Płeć: samiec
Charakter: Jest naprawdę temperamentny. Jeżeli coś mu się nie podoba, okazuje to w prost. Jest strasznie nieusłuchany dla obcych. Dla swojej pani by zrobił wszystko, choć często pokazuje pazurki. Bardzo czujny. Często znika, ale to rzadko się zdarza. Śpi ze swoją panią, przy jej głowie. Często kładzie się jej na ramieniu, brzuchu lub plecach. Wydaje się, że nie lubi pieszczot bo nie pozwala się nawet dotknąć innym, ale za to w ramionach Ri mógł by spędzić wieczność, mrucząc.
Profil Merie Asane
Imię: Merie dla przyjaciół Ri
Nazwisko: Asane
Wiek: 18 lat
Płeć: kobieta
Rasa: wilk
Praca: Muzyk
Kryształ: Rubin, normalny
Charakter: Wydaję się kolejną szarą i normalną osoba w tym świecie. Ri zawsze próbowała odnaleźć siebie, lecz jest to bardzo trudne. Zawsze gdy próbuje sobie ułożyć w głowie swoje życie, to ma ciągły mętlik myśli. Powierzchownie Merie wydaję się przyjacielska, opanowana i poważna. Ale w rzeczywistości jest naprawdę inna. Jej matka często powiadała :Ma ciężki charakter. Jest bardzo nie ufna, praktycznie to nie ufa nikomu. Potrafi zezłościć się w kilka sekund. Psuć komuś dzień jeżeli sama ma nie ciekawy. Odgryza się kiedy może. Ma w nosie to co o niej mówią. Mówi w tedy: ,,Oh..czuję się taka sławna''. Potrafi być irytująca i złośliwa dla otoczenia. Sama uważa, że nigdy nie była idealna, nie jest i nie będzie. Pogodziła się z tym. Szanuje tych, którzy szanują ją. I tak zostanie. Kocha grać na skrzypcach i potocznie mówiąc...wymiata na nich. Często grała młodszej siostrze a ona śpiewała. Dawno komuś nie grała i brakuje jej tego. Pomimo, że jest opanowana można my było powiedzieć, że jest nie przewidywalna i nikt nie wie co się dzieje w jej głowie. Oczy zawsze pełne życia i blasku i ciągłej czujności. Bardzo rzadko się uśmiecha, nie licząc tego złośliwego uśmiechu. Jest bardzo tajemnicza i mało mówi, ale lub słuchać. Jest godna zaufania. Kocha samotność i nie lubi jak ktoś jej zakłóca czas. Jej mina zawsze jest taka sama: obojętna. Oczy zawsze niewzruszone. Gdy jest sama często gada do Iskra-swojego kota. Ri jest typową buntowniczką i nie lubi jak jej ktoś rozkazuje. Wie na co sobie pozwolić i ile jest warta. Ma temperamencik. Gdy jest sama gra na skrzypcach, lub strzela z łuku. Gdy głaszcze Iskra uspokaja się natychmiastowo.
Opis wyglądu: Ma długie czekoladowe włosy. Jest blada, choć usta delikatnie różowe. Jest szczupła, ale nie zbyt wysoka-ma tylko 165 wzrostu. Oczy piwne z odcieniem zielonego. Jest bardzo szybka i zwinna. Często ubiera za duże bluzki a do tego krótkie spodenki i zwykłe trampki. Włosy często są roztargane, lub upięte w wysoką kitkę albo gruby warkocz na bok.
Dodatkowe: Na prawej łopatce ma bliznę ma około 3 cm, ale jest bardzo widoczna.
Umiejętność Specjalna: Brak
Smok: brak
Towarzysz: Iskier
Wygląd:
wtorek, 11 sierpnia 2015
Towarzysz Ayami
Imię: Ayami
Płeć: samica
Charakter: Ayami ma temperament. Gdy coś jej się nie podoba w zachowaniu Moonlight wydaje z siebie przeciągły syk. Często budzi Moonlight rano nawet wtedy gdy ona nie ma na to ochoty. Zazwyczaj siedzi na ramieniu Moonlight. Bardzo lubi pieszczoty. Pomimo, że rano wstaje jest strasznym leniem ale to nie oznacza, że jest złym łowcą. Często coś mówi w swoim kocim języku.
Wygląd:
Płeć: samica
Charakter: Ayami ma temperament. Gdy coś jej się nie podoba w zachowaniu Moonlight wydaje z siebie przeciągły syk. Często budzi Moonlight rano nawet wtedy gdy ona nie ma na to ochoty. Zazwyczaj siedzi na ramieniu Moonlight. Bardzo lubi pieszczoty. Pomimo, że rano wstaje jest strasznym leniem ale to nie oznacza, że jest złym łowcą. Często coś mówi w swoim kocim języku.
Wygląd:
Profil Moonlight Fallse
Imię: Moonlight
Nazwisko: Fallse
Wiek: 18 lat
Płeć: kobieta
Rasa: wilk
Praca: Śpiewak
Kryształ: Topaz niebieski normalny
Charakter: Jest to bardzo nieśmiała dziewczyna. Kocha śpiewać. Ma naprawdę przepiękny głos. Niestety, w tym cudownym mieście wpadła w pułapkę. Moonlight, zawsze godzi się z losem nie chce go zmieniać, a wręcz nie potrafi. Ciągle poszukuje kogoś kto nauczył by ją obrony. Często marzy. Każdemu kogo napotka mówi grzeczne ,,dzień dobry’’ jednak nie lubi prowadzić dłuższej rozmowy. Nie ma przyjaciół. Rozmawia ze swoją przyjaciółką Ayami. To kot którego znalazła. Wydaje jej się, że ona jedyny ją rozumie. Kiedy nikogo nie ma koło niej, jest naprawdę wesoła. Wszyscy mówią, że jest ,,urocza’’. Lubi pomagać innym.
Opis wyglądu: Zazwyczaj nosi białe lub turkusowe sukienki. Lewe oko ma lekko jaśniejsze od drugiego. Swój kamień nosi na szyi, ma on kształt łzy. Nie jest wysoka ma 156cm wzrostu.
Dodatkowe: Zawsze chciała, znaleźć przyjaciela wśród ludzi-wilków. Mieszka ze zwierzyńcem w domu.
Umiejętność Specjalna: Brak
Smok: brak
Towarzysz: Ayami.
Wygląd:
Dopisek od Moonlight: Super gadam do kota ;-;
Nazwisko: Fallse
Wiek: 18 lat
Płeć: kobieta
Rasa: wilk
Praca: Śpiewak
Kryształ: Topaz niebieski normalny
Charakter: Jest to bardzo nieśmiała dziewczyna. Kocha śpiewać. Ma naprawdę przepiękny głos. Niestety, w tym cudownym mieście wpadła w pułapkę. Moonlight, zawsze godzi się z losem nie chce go zmieniać, a wręcz nie potrafi. Ciągle poszukuje kogoś kto nauczył by ją obrony. Często marzy. Każdemu kogo napotka mówi grzeczne ,,dzień dobry’’ jednak nie lubi prowadzić dłuższej rozmowy. Nie ma przyjaciół. Rozmawia ze swoją przyjaciółką Ayami. To kot którego znalazła. Wydaje jej się, że ona jedyny ją rozumie. Kiedy nikogo nie ma koło niej, jest naprawdę wesoła. Wszyscy mówią, że jest ,,urocza’’. Lubi pomagać innym.
Opis wyglądu: Zazwyczaj nosi białe lub turkusowe sukienki. Lewe oko ma lekko jaśniejsze od drugiego. Swój kamień nosi na szyi, ma on kształt łzy. Nie jest wysoka ma 156cm wzrostu.
Dodatkowe: Zawsze chciała, znaleźć przyjaciela wśród ludzi-wilków. Mieszka ze zwierzyńcem w domu.
Umiejętność Specjalna: Brak
Smok: brak
Towarzysz: Ayami.
Wygląd:

sobota, 8 sierpnia 2015
Od Filippy: Przesyłka
Fil miała dziś wyjątkowo dobry nastrój. Siedziała na gzymsie wesoło majdając nogami. W palcach obracała swój kryształ - cyrkonię - i obserwowała tętniącą życiem ulicę. Ile to już minęło odkąd znalazła to świecidełko i trafiła tutaj? Trzy lata? Cztery? Dziewczyna straciła rachubę. Wcale nie tęskniła za wilczym życiem. Jako człowiek o wiele łatwiej mogła okradać innych, a co za tym idzie nie chodziła już głodna i nie musiała żebrać. Tak. Teraz ma zdecydowanie lepsze życie.
Przyjrzała się swojemu talizmanowi. Nic niezwykłego: błyszczący biały, półprzezroczysty kryształek, nawet nie zbyt dobrze oszlifowany, na najzwyklejszym, lecz wytrzymałym rzemyku. Filippa czuła, że kamień nie trafił do niej przypadkiem. Za bardzo do niej pasował. Ze złodziejskiego doświadczenia wiedziała, że cyrkonie nie są zbyt drogim materiałem. Jubilerzy często zastępowali brylanty świetnie oszlifowanymi cyrkoniami, do złudzenia przypominającymi swoich cennych kuzynów. Często nie oblekano ich nawet prawdziwym złotem ani srebrem, a jedynie stopami tych metali. Takie naszyjniki, bransolety, kolczyki i inna biżuteria były tanie w produkcji i drogie w sprzedaży. Wykonane były z niezwykłą precyzją i każdemu kupującemu wydawało się, że są warte swojej ceny (zawsze zbyt wygórowanej). Ileż to razy zwijała komuś jakieś błyszczące cudeńko, by na następny dzień dowiedzieć się, że zamiast diamentów i brylantów ukradła tanie cyrkonie.
,,Kłamliwe, nic nie warte, a jednak kryształ" pomyślała. ,,Zupełnie jak ja."
Dziewczyna schowała talizman pod płaszczyk i owinęła szyję szalem. Zerwana noc zaczęła dawać jej się we znaki. Przeciągnęła się niebezpiecznie wisząc na krańcu gzymsu i ziewnęła potężnie, kładąc przy tym uszy po sobie. Cały czas ciekawiło ją dlaczego po zmianie w człowieka pozostały jej te wilcze słuchy. Nie rozważała jednak długo nad tym tematem. Zwłaszcza, że dzięki temu lepiej słyszała, a co za tym idzie - szybko reagowała. A szybka reakcja to w złodziejskim interesie podstawa.
Nie żeby Fil była tylko uliczną złodziejką. O nie! Dziewczynka mimo młodego wieku dorobiła się reputacji doskonałej kurierki. Była mała, szybka i nie zwracała na siebie większej uwagi. Dzięki temu przekazywane jej przesyłki i listy zawsze docierały na czas do adresata bez uszczerbku. A ona jednak rzadko dostawała za to dobry napiwek.
Filippa zdecydowała się w końcu zejść na dół. Zgłodniała nieco, a nie miała żadnej kasy. Wypadałoby zrobić jakieś szybkie zlecenie i może dyrektor poczty wypłaci jej co nieco. Dziewczynie nie chciało się kraść jedzenia. To było dziecinnie łatwe, nie przedstawiało żadnego wyzwania. Nie zniżyłaby się do takiego poziomu, dopóki by nie musiała. Podeszła na drugą stronę dachu i zeskoczyła na przybudówkę poniżej. Jakiś metr dalej z budynku wystawała jakaś rura znikająca w ścianie sklepu naprzeciwko. Fil skoczyła, chwyciła się rury (na szczęście wytrzymała jej ciężar), przebujała się do przodu, puściła i miękko wylądowała na ziemi. Pogwizdując ruszyła do stacji poczty.
- Na pewno nie ma niczego do roboty? - zapytała proszącym głosikiem Filippa.
- Niestety, panno Aldre. Musi panienka zajrzeć później - odpowiedziała starsza kobieta za biurkiem, pani Swiftspirl.
Starsi kurierzy mawiali, że za ,,zamieszłych czasów" była to najlepsza kurierka jaką widziało to miasto. Wróciła do niego po niedługo po odbudowie i zajęła się zarządzaniem pocztą. Uważała, że jest już za stara na bieganie po ulicach.
- Ani jednego listu? - nalegała dziewczyna.
- Ani jednego. Idź już do domu, masz swoją zmianę dopiero jutro rano.
Fil już miała odejść kiedy nagle do budynku poczty wszedł jakiś mężczyzna. Z kieszeni wystawała mu odznaka detektywa.
,,Naiwniak" pomyślała Filippa. ,,Myśli, że ze względu na pozycję nikt mu nie spróbuje tego ukraść? Co za zlekceważenie."
Gdyby nie sytuacja dziewczyna z pewnością zabrałaby mu ją sprzed nosa, by nauczyć gościa odpowiedzialności. Teraz jednak była pod okiem pani Swiftspirl. Zaciekawiła ją także koperta w ręku przybysza. Czyżby szykowała się dla niej jakaś robota...?
- Dzień dobry - rzucił detektyw. - Czy można...
- Pewnie, że można to nadać, to poczta do cholery. Czemu zawsze wszyscy się głupio pytają? - przerwała mu pani Swiftspirl.
- Mój błąd - mężczyzna uśmiechnął się przepraszająco. Nawet nie zaszczycił Filippy spojrzeniem.
- Adresat? - spytała staruszka zapisując dane przesyłki.
- Atrium Nightmare. Prawdopodobnie będzie w bibliotece. Chciałbym, żeby dostarczono jej te wyniki dochodzenia jak najszybciej.
- Dobrze - starsza pani przybiła na liście pieczątkę poczty, po czym zwróciła się do trzynastolatki: - Fil, wiem, że to nie twoja zmiana, ale mogłabyś...
- Się robi, pani Swiftspirl! - Filippa zasalutowała, chwyciła list i wybiegła na ulicę.
Po drodze cały czas powtarzała sobie nazwisko odbiorcy. Atrium Nightmare, Atrium Nightmare...Drogę do biblioteki znała doskonale. Kiedyś nawet planowała coś stamtąd ukraść po zmroku, ale ostatecznie porzuciła ten zamysł. Ochrona była zbyt dobra. Poza tym gdyby ją złapali zostałaby wpisana do kartoteki. Jej nazwisko byłoby już na zawsze w aktach władz. Straciłaby anonimowość jako złodziejka. Być może straciłaby pracę...nie, takiej opcji nie ma. Biblioteki nie da się okraść.
Ruch przed budynkiem zadziwił ją. Minęła kilku funkcjonariuszy władz miasta, kolejnych dwóch detektywów i ochroniarzy. Co tam się stało?
Weszła do środka dopiero po tym, jak pokazała jakiemuś ważniakowi w garniaku pieczątkę poczty na przesyłce zaadresowanej do Atrium Nightmare. To musi być ktoś cholernie ważny, bo koleś nawet wskazał dziewczynie gdzie stoi adresatka. Była to białowłosa dziewczyna. Stała do Filippy tyłem, więc gdy kurierka do niej podeszła musiała ją delikatnie szturchnąć palcem.
- Przepraszam. Czy pani Atrium Nightmare? - powiedziała.
Atrium odwróciła się w jej stronę i dziewczynka nie mogła ukryć zdziwienia. Dopiero teraz zauważyła parę białych, wilczych uszu wystających spomiędzy włosów odbiorczyni.
Ona również była kiedyś wilkiem!
- Tak? - odparła krótko Atrium.
- Przesyłka - wyjaśniła Fil gapiąc się na wyższą dziewczynę okrągłymi jak spodki oczami.
Odkąd mieszka w mieście NIGDY nie spotkała innego wilka. Ludzie często dziwnie przyglądali się sterczącym uszom trzynastolatki. A ją zawsze dziwiło, że inni takich nie mają.
Atrium odebrała od niej list i popatrzyła na nadawcę.
- Nareszcie! - powiedziała do siebie. - Trzymaj. Należy ci się.
Białowłosa dała Fil drobne wynagrodzenie. Dziewczynka schowała cenny napiwek do kieszeni płaszcza. Dalej jednak przyglądała się uszom dziewczyny. Ta zwróciła uwagę,ii że kurierka stoi jak słup soli i przerwała czytanie otwartego listu.
- Coś nie tak? - zapytała.
Filippa zebrała się do odpowiedzi:
- Czy pani jest wilkiem? A raczej, czy BYŁA pani wilkiem?
Atrium? Będzie cię męczyć pytaniami x3
Przyjrzała się swojemu talizmanowi. Nic niezwykłego: błyszczący biały, półprzezroczysty kryształek, nawet nie zbyt dobrze oszlifowany, na najzwyklejszym, lecz wytrzymałym rzemyku. Filippa czuła, że kamień nie trafił do niej przypadkiem. Za bardzo do niej pasował. Ze złodziejskiego doświadczenia wiedziała, że cyrkonie nie są zbyt drogim materiałem. Jubilerzy często zastępowali brylanty świetnie oszlifowanymi cyrkoniami, do złudzenia przypominającymi swoich cennych kuzynów. Często nie oblekano ich nawet prawdziwym złotem ani srebrem, a jedynie stopami tych metali. Takie naszyjniki, bransolety, kolczyki i inna biżuteria były tanie w produkcji i drogie w sprzedaży. Wykonane były z niezwykłą precyzją i każdemu kupującemu wydawało się, że są warte swojej ceny (zawsze zbyt wygórowanej). Ileż to razy zwijała komuś jakieś błyszczące cudeńko, by na następny dzień dowiedzieć się, że zamiast diamentów i brylantów ukradła tanie cyrkonie.
,,Kłamliwe, nic nie warte, a jednak kryształ" pomyślała. ,,Zupełnie jak ja."
Dziewczyna schowała talizman pod płaszczyk i owinęła szyję szalem. Zerwana noc zaczęła dawać jej się we znaki. Przeciągnęła się niebezpiecznie wisząc na krańcu gzymsu i ziewnęła potężnie, kładąc przy tym uszy po sobie. Cały czas ciekawiło ją dlaczego po zmianie w człowieka pozostały jej te wilcze słuchy. Nie rozważała jednak długo nad tym tematem. Zwłaszcza, że dzięki temu lepiej słyszała, a co za tym idzie - szybko reagowała. A szybka reakcja to w złodziejskim interesie podstawa.
Nie żeby Fil była tylko uliczną złodziejką. O nie! Dziewczynka mimo młodego wieku dorobiła się reputacji doskonałej kurierki. Była mała, szybka i nie zwracała na siebie większej uwagi. Dzięki temu przekazywane jej przesyłki i listy zawsze docierały na czas do adresata bez uszczerbku. A ona jednak rzadko dostawała za to dobry napiwek.
Filippa zdecydowała się w końcu zejść na dół. Zgłodniała nieco, a nie miała żadnej kasy. Wypadałoby zrobić jakieś szybkie zlecenie i może dyrektor poczty wypłaci jej co nieco. Dziewczynie nie chciało się kraść jedzenia. To było dziecinnie łatwe, nie przedstawiało żadnego wyzwania. Nie zniżyłaby się do takiego poziomu, dopóki by nie musiała. Podeszła na drugą stronę dachu i zeskoczyła na przybudówkę poniżej. Jakiś metr dalej z budynku wystawała jakaś rura znikająca w ścianie sklepu naprzeciwko. Fil skoczyła, chwyciła się rury (na szczęście wytrzymała jej ciężar), przebujała się do przodu, puściła i miękko wylądowała na ziemi. Pogwizdując ruszyła do stacji poczty.
- Na pewno nie ma niczego do roboty? - zapytała proszącym głosikiem Filippa.
- Niestety, panno Aldre. Musi panienka zajrzeć później - odpowiedziała starsza kobieta za biurkiem, pani Swiftspirl.
Starsi kurierzy mawiali, że za ,,zamieszłych czasów" była to najlepsza kurierka jaką widziało to miasto. Wróciła do niego po niedługo po odbudowie i zajęła się zarządzaniem pocztą. Uważała, że jest już za stara na bieganie po ulicach.
- Ani jednego listu? - nalegała dziewczyna.
- Ani jednego. Idź już do domu, masz swoją zmianę dopiero jutro rano.
Fil już miała odejść kiedy nagle do budynku poczty wszedł jakiś mężczyzna. Z kieszeni wystawała mu odznaka detektywa.
,,Naiwniak" pomyślała Filippa. ,,Myśli, że ze względu na pozycję nikt mu nie spróbuje tego ukraść? Co za zlekceważenie."
Gdyby nie sytuacja dziewczyna z pewnością zabrałaby mu ją sprzed nosa, by nauczyć gościa odpowiedzialności. Teraz jednak była pod okiem pani Swiftspirl. Zaciekawiła ją także koperta w ręku przybysza. Czyżby szykowała się dla niej jakaś robota...?
- Dzień dobry - rzucił detektyw. - Czy można...
- Pewnie, że można to nadać, to poczta do cholery. Czemu zawsze wszyscy się głupio pytają? - przerwała mu pani Swiftspirl.
- Mój błąd - mężczyzna uśmiechnął się przepraszająco. Nawet nie zaszczycił Filippy spojrzeniem.
- Adresat? - spytała staruszka zapisując dane przesyłki.
- Atrium Nightmare. Prawdopodobnie będzie w bibliotece. Chciałbym, żeby dostarczono jej te wyniki dochodzenia jak najszybciej.
- Dobrze - starsza pani przybiła na liście pieczątkę poczty, po czym zwróciła się do trzynastolatki: - Fil, wiem, że to nie twoja zmiana, ale mogłabyś...
- Się robi, pani Swiftspirl! - Filippa zasalutowała, chwyciła list i wybiegła na ulicę.
Po drodze cały czas powtarzała sobie nazwisko odbiorcy. Atrium Nightmare, Atrium Nightmare...Drogę do biblioteki znała doskonale. Kiedyś nawet planowała coś stamtąd ukraść po zmroku, ale ostatecznie porzuciła ten zamysł. Ochrona była zbyt dobra. Poza tym gdyby ją złapali zostałaby wpisana do kartoteki. Jej nazwisko byłoby już na zawsze w aktach władz. Straciłaby anonimowość jako złodziejka. Być może straciłaby pracę...nie, takiej opcji nie ma. Biblioteki nie da się okraść.
Ruch przed budynkiem zadziwił ją. Minęła kilku funkcjonariuszy władz miasta, kolejnych dwóch detektywów i ochroniarzy. Co tam się stało?
Weszła do środka dopiero po tym, jak pokazała jakiemuś ważniakowi w garniaku pieczątkę poczty na przesyłce zaadresowanej do Atrium Nightmare. To musi być ktoś cholernie ważny, bo koleś nawet wskazał dziewczynie gdzie stoi adresatka. Była to białowłosa dziewczyna. Stała do Filippy tyłem, więc gdy kurierka do niej podeszła musiała ją delikatnie szturchnąć palcem.
- Przepraszam. Czy pani Atrium Nightmare? - powiedziała.
Atrium odwróciła się w jej stronę i dziewczynka nie mogła ukryć zdziwienia. Dopiero teraz zauważyła parę białych, wilczych uszu wystających spomiędzy włosów odbiorczyni.
Ona również była kiedyś wilkiem!
- Tak? - odparła krótko Atrium.
- Przesyłka - wyjaśniła Fil gapiąc się na wyższą dziewczynę okrągłymi jak spodki oczami.
Odkąd mieszka w mieście NIGDY nie spotkała innego wilka. Ludzie często dziwnie przyglądali się sterczącym uszom trzynastolatki. A ją zawsze dziwiło, że inni takich nie mają.
Atrium odebrała od niej list i popatrzyła na nadawcę.
- Nareszcie! - powiedziała do siebie. - Trzymaj. Należy ci się.
Białowłosa dała Fil drobne wynagrodzenie. Dziewczynka schowała cenny napiwek do kieszeni płaszcza. Dalej jednak przyglądała się uszom dziewczyny. Ta zwróciła uwagę,ii że kurierka stoi jak słup soli i przerwała czytanie otwartego listu.
- Coś nie tak? - zapytała.
Filippa zebrała się do odpowiedzi:
- Czy pani jest wilkiem? A raczej, czy BYŁA pani wilkiem?
Atrium? Będzie cię męczyć pytaniami x3
środa, 29 lipca 2015
Profil Filippy Aldre
Imię: Filippa (dla przyjaciół Fil)
Nazwisko: Aldre
Wiek: 13 lat
Płeć: kobieta
Rasa: wilk
Praca: Kurier
Kryształ: Cyrkonia
Charakter: Filippa to z reguły spokojna i łagodna dziewczynka. Jest nieufna wobec obcych, przy których prawie w ogóle się nie odzywa. Jednak gdy tylko nabierze do ciebie zaufania zostaniesz zalany potokiem słów. Fil bywa (a raczej jest) straszną gadułą. Na dodatek ma jedną, denerwującą innych cechę - nigdy nie rezygnuje z raz zadanego pytania, będzie je powtarzać w kółko aż uzyska odpowiedź. Posiada zdecydowanie niezdrową dla niej ciekawość, która często wpędza dziewczynę w kłopoty. Często pyskuje, a nawet klnie (efekty uboczne życia na ulicy). Z reguły wesoła potrafi stać się śmiertelnie poważna. Jest świetną aktorką. Dzięki ładnej, pozornie niewinnej buzi z nieznajomego potrafi wyciągnąć praktycznie wszystko. Po rozmowie z nią lepiej sprawdź kieszenie. Obelgi typu kurdupel, mikrus i dzieciak wcale na nią nie działają.
Opis wyglądu: Fil jest raczej niską dziewczyną - ma około 160 cm wzrostu. Na pierwszy rzut oka nie przypomina dziewczynki. Ciemne włosy zawsze obcina na krótko, a twarz ma przeważnie umorusaną od kurzu i pyłu. Z pomiędzy kudłów wystają wilcze uszy. Patrząc w swoje odbicie dziewczyna przeklina własną urodę: okrągłą twarzyczkę bez żadnych niedoskonałości, duże zielone oczy okolone czarnymi rzęsami, drobny nos i równe zęby. Na co dzień ubiera się praktycznie tak samo: zgniłozielony, nieco przydługi płaszczyk, szal, czarne leginsy i znoszone buty.
Dodatkowe:
~ Filippa jest ponadprzeciętną złodziejką. Potrafi zwinąć ci coś sprzed nosa i uciec, w ogóle nie wzbudzając podejrzeń. Trzeba być przy niej czujnym.
~ Mimo nikłej postury dziewczyna jest zdolną gimnastyczką. Z chęcią uprawia parkour, który swoją drogą często ratował jej życie.
~ Fil świetnie śpiewa, tańczy, a nawet gra na różnych instrumentach.
Umiejętność Specjalna: Brak
Smok: Brak
Towarzysz: Brak
Wygląd:
Nazwisko: Aldre
Wiek: 13 lat
Płeć: kobieta
Rasa: wilk
Praca: Kurier
Kryształ: Cyrkonia
Charakter: Filippa to z reguły spokojna i łagodna dziewczynka. Jest nieufna wobec obcych, przy których prawie w ogóle się nie odzywa. Jednak gdy tylko nabierze do ciebie zaufania zostaniesz zalany potokiem słów. Fil bywa (a raczej jest) straszną gadułą. Na dodatek ma jedną, denerwującą innych cechę - nigdy nie rezygnuje z raz zadanego pytania, będzie je powtarzać w kółko aż uzyska odpowiedź. Posiada zdecydowanie niezdrową dla niej ciekawość, która często wpędza dziewczynę w kłopoty. Często pyskuje, a nawet klnie (efekty uboczne życia na ulicy). Z reguły wesoła potrafi stać się śmiertelnie poważna. Jest świetną aktorką. Dzięki ładnej, pozornie niewinnej buzi z nieznajomego potrafi wyciągnąć praktycznie wszystko. Po rozmowie z nią lepiej sprawdź kieszenie. Obelgi typu kurdupel, mikrus i dzieciak wcale na nią nie działają.
Opis wyglądu: Fil jest raczej niską dziewczyną - ma około 160 cm wzrostu. Na pierwszy rzut oka nie przypomina dziewczynki. Ciemne włosy zawsze obcina na krótko, a twarz ma przeważnie umorusaną od kurzu i pyłu. Z pomiędzy kudłów wystają wilcze uszy. Patrząc w swoje odbicie dziewczyna przeklina własną urodę: okrągłą twarzyczkę bez żadnych niedoskonałości, duże zielone oczy okolone czarnymi rzęsami, drobny nos i równe zęby. Na co dzień ubiera się praktycznie tak samo: zgniłozielony, nieco przydługi płaszczyk, szal, czarne leginsy i znoszone buty.
Dodatkowe:
~ Filippa jest ponadprzeciętną złodziejką. Potrafi zwinąć ci coś sprzed nosa i uciec, w ogóle nie wzbudzając podejrzeń. Trzeba być przy niej czujnym.
~ Mimo nikłej postury dziewczyna jest zdolną gimnastyczką. Z chęcią uprawia parkour, który swoją drogą często ratował jej życie.
~ Fil świetnie śpiewa, tańczy, a nawet gra na różnych instrumentach.
Umiejętność Specjalna: Brak
Smok: Brak
Towarzysz: Brak
Wygląd:
wtorek, 28 lipca 2015
Od Luny
- Nie chcę!- argument godny pięciolatka.
Odpowiedź w formie warknięcia, a jednak brzmi jak ,,kontra"rodzica.
- Odwal się- mruczę wiercąc się pod kocem.
Zbawcze okrycie naglę znika pociągnięte przez o wiele silniejszego napastnika. Otwieram zlepione oczy i przewracam się na plecy. Oparłam się na przedramionach.
- I tak nie pójdę do szkoły...tato!- powiedziałam powracając do pozycji leżącej.
Nie ruszyłabym się pewnie do południa gdyby nie upór Veck'a który chwycił mnie za łydkę i pociągną do wyjścia. Już prawie wyciągnął mnie na zewnątrz gdy kopnęłam go w pysk drugą nogą i podczołgałam do materaca.
- Wyciągniesz mnie jak założę spodnie!- krzyknęłam.
Naciągnęłam na siebie wspomniane wcześniej odzienie. Nie wiem z jakiego te spodnie są materiału, ale jest on bardzo cienki i miękki, w kolorze jasnoniebieskim.
Rozejrzałam się w poszukiwaniu paska. Nie był mi potrzebny do spodni, bo te są na gumce, a do odpędzania owiec sąsiada. Miałam półtorametrowy kij, ale po ostatnim ,,incydencie" zakazano mi dotykania jakichkolwiek ,,niebezpiecznych" przedmiotów.
W końcu znalazłam ów przedmiot i położyłam przy wyjściu.
Mój domek, to w zasadzie nawet nie jest domek. Tutejsze standardy mi nie odpowiadają więc z pomocą kilku osób stworzyłam coś na kształt namiotu. Cztery pale wbite w ziemie. Na nich rozpięte, pozszywane wyprawione skóry tego co Veck ubił i przyniósł. Dochodziło tego coraz więcej aż dosięgło ziemi. Ponaciągałam to z pomocą lin i gwoździ i... Ta daaa! W środku jest zwykła drewniana podłoga. Na środku stoi mały stolik, wokół niego porozrzucane są poduszki. Za łóżka służą dwa stare materace. Pod stołem znajduje się ukryty pod ziemią schowek.
Skrzywiłam się spoglądając na porozrzucane dookoła papiery, ołówki, patyki, butelki i koce. Cena szczęścia.
Chwyciłam pas i wyszłam na zewnątrz. Przedmiot okazał się zbędny gdyż Veck zdążył już rozgonić paskudzące wszędzie owce. Stać by mnie było na regularny dom, a jednak wolę mieszkać w tym syfie. Albo coś jest nie tak ze mną, albo z resztą świata.
***
Oszczędziłam sobie dzisiaj fatygi związanej z pracą i poszłam odwiedzić tę samą piekarnię co wczoraj. Piekarz siedział za ladą bacznie obserwując wszystkich klientów. Nie zapowiadało się więc na darmowy posiłek. Wyszłam nim mnie zauważył. Nie wybiła jeszcze dwunasta. Zdążę więc wygrzebać jakieś darmówki. Gdy byłam wilkiem nie musiałam płacić za pożywienie, choć zdobywali je łowcy. Dlaczego więc mam płacić tamtemu facetowi za upieczony przez niego chleb?
Nieśpiesznie wkroczyłam na targ. Wokół roiło się od ryb, owoców i warzyw. To pierwsze ominęłam szerokim łukiem. Podeszłam do sporego stoiska gdzie kłębiło się jeszcze przynajmniej pięć osób. Przekupka przeskakiwała od jednego do drugiego to zachwalając truskawki, to zachwalając maliny. Prześlizgnęłam się więc do czereśni i wrzuciłam kilka garści do zawieszonej na ramieniu torby( nie torebki!). Odeszłam powolnym dumnym krokiem. Po drodze zgarnęłam jeszcze dwa jabłka i kiść winogron.
Zajadając się pozyskanymi smakołykami nieśpiesznie zmierzałam w stronę Diamentowej Biblioteki. Ledwo przekroczyłam próg uderzył mnie nienaturalny dla tego miejsca ruch i, przede wszystkim...tłok. Od kiedy ludzie lubią czytać książki? Ominęłam kilku stróżów prawa i zasiadłam przy pustym stoliku gdzieś w odległym kącie sali. Ktoś zostawił tam jakąś książkę. Mimowolnie przebiegłam wzrokiem po okładce.
-,,Kryształy i Kryształki" - odczytałam.
Wzruszyłam ramionami i otworzyłam na przypadkowej stronie. ,, Widziałem jak wrzuca jakiś świecący przedmiot do wody. Gdy tylko mnie zobaczyła dosłownie rozpłynęła się w powietrzu". Wydęłam wargi. Otworzyłam książkę centralnie na środku i postawiłam tak by zasłaniała rozrzucone na stole czereśnie.
- Co czytasz?- usłyszałam głos za swoimi plecami.
Wyczytałam z niego, że posiadacz głosu dobrze wie, że wcale nie czytam, ale mu to nie przeszkadza.
- ,,Kryształy i Kryształki". Zakładam, że już czytałeś. A co u ciebie, Kevin' ku?
Kevin?
Towarzysz Baron
Imię: Baron
Płeć: Samiec
Charakter: Ten kot to prawdziwa zmora dla każdego. No, dobra. Tylko dla swojej pani. Zbytnio jej nie lubi, mimo że ona praktycznie strzeże go jak oczka w głowie. To wredna bestia, ale gdy dostrzeże jakąś obcą osobę, od razu do niej biegnie i domaga się pieszczot. Nawet, gdyby to był złodziej. Pozostaje tylko się modlić, by potknął się o tego grubasa. To coś potrafi tylko spać, jeść i drapać, gdy Emi weźmie go na ręce.
Wygląd:
Płeć: Samiec
Charakter: Ten kot to prawdziwa zmora dla każdego. No, dobra. Tylko dla swojej pani. Zbytnio jej nie lubi, mimo że ona praktycznie strzeże go jak oczka w głowie. To wredna bestia, ale gdy dostrzeże jakąś obcą osobę, od razu do niej biegnie i domaga się pieszczot. Nawet, gdyby to był złodziej. Pozostaje tylko się modlić, by potknął się o tego grubasa. To coś potrafi tylko spać, jeść i drapać, gdy Emi weźmie go na ręce.
Wygląd:
Profil Emi
Imię: Emi
Nazwisko: Brak
Wiek: 17 lat
Płeć: Kobieta
Rasa: Człowiek
Praca: Malarz
Kryształ: Bursztyn, normalna
Charakter: Emi jest dość nietypową osobą. Nie posiada jakichkolwiek znajomych, ponieważ wszyscy uważają ją za „dziwną” z racji tego, że ma…. Jakby to określić … „Kocią” osobowość. Zacznijmy od jej DUŻEGO zapotrzebowania na sen (jak i jedzenie). Śpi niemal cały dzień i noc, zaniedbując swoje obowiązki. W swoim łóżku potrafi spędzić nawet 20 godzin, o ile nikt i nic ją stamtąd nie wyciągnie. Pozostałe cztery godziny przeznacza na jedzenie. Wykształciła u siebie pewną dziwną umiejętność, potrafi zasnąć na zawołanie w jakimkolwiek miejscu. Czy to na drzewie, przy płótnie, czy nasypując karmę swojemu zwierzakowi, którego bardzo lubi. Szkoda, że bez wzajemności.
Nasza bohaterka jest strasznym leniem i ignorantem. Nienawidzi wysiłku fizycznego, ubiera się w za duże ubrania, ponieważ uważa, że są wygodniejsze i prowadzi swój dom… Cóż, nie prowadzi. Wszędzie walają się jej ciuchy, przyrządy artystyczne, czy sierść kota. Nie umie również gotować. Kiedy dobierze się do jakiegokolwiek sprzętu kuchennego, wiedz, że nie skończy się to dobrze. Dlatego właśnie w jej „kolekcji” domowej, można dostrzec walające się po jej mieszkaniu opakowania po gotowym już jedzeniu.
Emi, która może z zewnątrz jest… nietypowa, to w środku, gdy się ją lepiej pozna, zobaczy się nieporadną dziewczynkę, która dopiero co wkracza w dorosłe życie i nijak nie potrafi sobie w nim poradzić. Mówi mało, za to lubi słuchać, chociażby historii opowiadanych przez innych. Lecz nawet jeśli ją ciekawią, to rzadko się uśmiecha.
Jej szczerość z uczuciami jest… Cóż, nie jest tak źle. Umie powiedzieć komuś „Lubię Cię” albo całkowite przeciwieństwo tego stwierdzenia, ale z wyznawaniem „głębszych” emocji, już nie jest tak łatwo.
Ma prawdziwy talent, jeśli chodzi o malowanie. I chociaż doskonale zdaje sobie z tego sprawę, nie zbyt ma ochotę na wypełnianie swoich obowiązków związanych z pracą. Można by rzec, że „Nieodpowiedzialność” to jej drugie imię. Emi posiada także świetną pamięć fotograficzną, przez co czytanie książek, czy nauka map idzie jej jak z płatka, ale nie wykorzystuje tego tak, jak powinna.
Warto też dodać, że można naprawdę łatwo wprawić ją w zakłopotanie.
Czasami ludzie się zastanawiają dlaczego Emi nie posiada kocich uszu i ogona. Pasowałyby jej, co nie?
Opis wyglądu: Emi, jak widać, jest jasną blondynką i posiada oczy prawie takiego samego koloru, jak jej włosy. Jak już wspominałam wcześniej, nosi ubrania za duże o kilka rozmiarów, co utrudnia zobaczenie jej sylwetki. Zresztą, jej „ciuchy” i tak zawsze są pomięte, bo przecież jak inaczej? Włosy, pomimo ich ładnego koloru, nie prezentują się za ładnie, ponieważ gdzie nie popatrzeć, wszędzie natrafisz na złoty kołtun na jej głowie. Nie muszę chyba dodawać, że jak na swój wiek ma dziwnie NIE rozwinięte… Piersi. No i jest niska. Metr… Pięćdziesiąt? Pięćdziesiąt pięć? Coś około tego. Często inni biorą ją za dwunastolatkę, przez co niemal zawsze ma problemy z kupnem czegokolwiek. Wyjaśnia recepcjonistom, bibliotekarzom oraz kupcom że posiada siedemnaście lat ze stoickim spokojem, chociaż w środku na pewno ją to denerwuje.
Jako, że na jej twarzy prawie nigdy nie można dostrzec żadnych emocji, Emi chodzi ciągle z taką samą miną: znudzoną albo śpiącą.
Dodatkowe: Cóż, nie wiem, czy powinnam tak „odsłaniać” naszą bohaterkę, ale mówi się trudno: Ona nie cierpi burz. Nie powiedziałam tego!
Umiejętność Specjalna: –
Smok: –
Towarzysz: Baron
Wygląd:

wtorek, 21 lipca 2015
Od Kevin'a: Błądząc między regałami...
Nie mam pojęcia jak mogło do czegoś takiego dojść. Coraz bardziej jestem przekonany, że z biblioteki nie powinienem wychodzić w ogóle. Na szczęście z półek zniknęło tylko kilka, nie tak istotnych tytułów, co od razu zrelacjonowałem Atrium, jednak to nie zmienia powagi tej sprawy. Jeśli ktoś nigdy nie widział mnie zdenerwowanego w takich sytuacjach miał właśnie okazję.
~ O co taka afera? To tylko książki - usłyszałem głos w swojej głowie. Może dla Mike'a to rzeczywiście były "tylko książki", ale jeśli chodzi o mnie to praktycznie cały mój świat. Nie ma nikogo kto znałby słowa wypisane na ich stronach lepiej ode mnie, no może z wyjątkiem ich autorów. Nagle Atrium zbliżyła się do mnie. Położyła swoje dłonie na moich ramionach i mną potrząsnęła.
- Kevin, spokojnie. Znajdziemy te książki. I tak mamy sporo szczęścia, że zniknęło tak mało książek i w dodatku nie zbyt ważnych - powiedziała uspokajająco. Najprawdopodobniej jej zachowanie spowodowane było tym, że nie trzeba było długo się zastanawiać żeby zobaczyć jak działa na mnie ta cała sytuacja. Choć z lekką niechęcią przytaknąłem jej kiwnięciem głowy. Nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że wątpiłem, iż im się uda lub tego nie chciałem. Po prostu gdy w grę wchodziło zniknięcie książek od razu zmieniało się moje podejście do wszystkiego i to bez pomocy Mike'a.
Nie musiałem długo czekać, aby Atri wraz z paroma innymi osobami rozpoczęła poszukiwania złodziei. Ja za to zostałem w bibliotece, jak zawsze. I tak na nic bym się im nie przydał.
~ Znów bezużyteczny, jakie to smutne~! - usłyszałem znów dogadywanie Mike'a. Dobrze wiedziałem, że jakby nie patrzeć była to prawda. Nie posiadam żadnych zdolności czy mocy, którymi mógłbym pomóc, a przynajmniej nie umiałem z nich korzystać. Mimo to zignorowałem jego komentarz i ruszyłem przed siebie, uważnie obserwują czy z półek na pewno nie zniknęło nic innego. Biblioteka była wielka, a regałów znajdowało się w niej mnóstwo, więc mogłem wcześniej czegoś nie zauważyć. Tak twierdziłem póki nie obszedłem jej całej. Z pewnością nie zniknęło nic innego, co było dość dziwne. Teraz zaczął zastanawiać mnie cel złodzieja, który postanowił się do niej włamać. Tego typu ludzie zawsze zabierają ze sobą najcenniejsze rzeczy, a zamiast tego zniknęło jedynie parę tytułów, w których nie kryły się żadne informacje aż tak warte uwagi.
~ Może ten ktoś chciał zrobić władzy miasta na złość? - usłyszałem w głowie pytanie. Jedyne czym odpowiedziałem było przeczące kiwnięcie głowy. Tylko Mike był do czegoś takiego zdolny, jeśli chodziłoby o zwykłe zabawienie się, a mogę z pewnością powiedzieć, że tym razem nie był to on. Co prawda umie manipulować moimi wspomnieniami, dzięki czemu zataja przede mną wiele rzeczy, ale nie mam w niej żadnej wyrw. Z drugiej strony nie wierze, że ktoś inny z miasta mógłby coś stąd ukraść, zwłaszcza, że znałem praktycznie wszystkich. Z cichym westchnięciem podszedłem do części biblioteki w której znajdowały się drzwi do pokoju o którym istnieniu nie wiedział praktycznie nikt poza mną, Atrium i Ran. Powiedzmy, iż był to pokój w którym zazwyczaj zajmowałem się swoimi sprawami. Na środku niego stał mały stolik. Podszedłem do niego z książką, którą zdjąłem ze swojego miejsca wędrując między regałami i zacząłem czytać ją po raz setny. To jedna z książek w której muszą znajdować się konkretne informacje na temat tych kryształów. Musi być w niej coś więcej o nich. Na pewno jedna nie pisze o tym tak wprost. Trzeba spojrzeć na to jakoś inaczej...
Atrium, jak się sprawy mają?
~ O co taka afera? To tylko książki - usłyszałem głos w swojej głowie. Może dla Mike'a to rzeczywiście były "tylko książki", ale jeśli chodzi o mnie to praktycznie cały mój świat. Nie ma nikogo kto znałby słowa wypisane na ich stronach lepiej ode mnie, no może z wyjątkiem ich autorów. Nagle Atrium zbliżyła się do mnie. Położyła swoje dłonie na moich ramionach i mną potrząsnęła.
- Kevin, spokojnie. Znajdziemy te książki. I tak mamy sporo szczęścia, że zniknęło tak mało książek i w dodatku nie zbyt ważnych - powiedziała uspokajająco. Najprawdopodobniej jej zachowanie spowodowane było tym, że nie trzeba było długo się zastanawiać żeby zobaczyć jak działa na mnie ta cała sytuacja. Choć z lekką niechęcią przytaknąłem jej kiwnięciem głowy. Nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że wątpiłem, iż im się uda lub tego nie chciałem. Po prostu gdy w grę wchodziło zniknięcie książek od razu zmieniało się moje podejście do wszystkiego i to bez pomocy Mike'a.
Nie musiałem długo czekać, aby Atri wraz z paroma innymi osobami rozpoczęła poszukiwania złodziei. Ja za to zostałem w bibliotece, jak zawsze. I tak na nic bym się im nie przydał.
~ Znów bezużyteczny, jakie to smutne~! - usłyszałem znów dogadywanie Mike'a. Dobrze wiedziałem, że jakby nie patrzeć była to prawda. Nie posiadam żadnych zdolności czy mocy, którymi mógłbym pomóc, a przynajmniej nie umiałem z nich korzystać. Mimo to zignorowałem jego komentarz i ruszyłem przed siebie, uważnie obserwują czy z półek na pewno nie zniknęło nic innego. Biblioteka była wielka, a regałów znajdowało się w niej mnóstwo, więc mogłem wcześniej czegoś nie zauważyć. Tak twierdziłem póki nie obszedłem jej całej. Z pewnością nie zniknęło nic innego, co było dość dziwne. Teraz zaczął zastanawiać mnie cel złodzieja, który postanowił się do niej włamać. Tego typu ludzie zawsze zabierają ze sobą najcenniejsze rzeczy, a zamiast tego zniknęło jedynie parę tytułów, w których nie kryły się żadne informacje aż tak warte uwagi.
~ Może ten ktoś chciał zrobić władzy miasta na złość? - usłyszałem w głowie pytanie. Jedyne czym odpowiedziałem było przeczące kiwnięcie głowy. Tylko Mike był do czegoś takiego zdolny, jeśli chodziłoby o zwykłe zabawienie się, a mogę z pewnością powiedzieć, że tym razem nie był to on. Co prawda umie manipulować moimi wspomnieniami, dzięki czemu zataja przede mną wiele rzeczy, ale nie mam w niej żadnej wyrw. Z drugiej strony nie wierze, że ktoś inny z miasta mógłby coś stąd ukraść, zwłaszcza, że znałem praktycznie wszystkich. Z cichym westchnięciem podszedłem do części biblioteki w której znajdowały się drzwi do pokoju o którym istnieniu nie wiedział praktycznie nikt poza mną, Atrium i Ran. Powiedzmy, iż był to pokój w którym zazwyczaj zajmowałem się swoimi sprawami. Na środku niego stał mały stolik. Podszedłem do niego z książką, którą zdjąłem ze swojego miejsca wędrując między regałami i zacząłem czytać ją po raz setny. To jedna z książek w której muszą znajdować się konkretne informacje na temat tych kryształów. Musi być w niej coś więcej o nich. Na pewno jedna nie pisze o tym tak wprost. Trzeba spojrzeć na to jakoś inaczej...
Atrium, jak się sprawy mają?
Od Atrium: "Nagła" pobudka
Cały poprzedni dzień spędziłam w budynku sądowym, zajmując się tym, co zawsze. Dzisiaj miałam dzień wolny od pracy. Jak to dobrze... Była około dziesiąta rano, a ja już nie spałam, jednak nie ruszałam się z miejsca, nie licząc mojego przewracania się z boku na bok, co jakiś czas. Nie wstanę przed południem. Codziennie pracuję od świtu, aż do ciszy nocnej, czyli do późna, prościej to ujmując. Leżałam wtulona w Curse'a, obok jego lewego boku. Jego ogony są o wiele lepsze, niźli zwykła pościel. Niby mam łóżko, w którym mogłabym spać, ale wolę to, jak jest teraz. To o wiele przyjemniejsze. Słyszałam jego spokojny oddech, przy którym ciągle się poruszał. Moim zdaniem to takie uspokajające. Byłam w stanie bliskim ponownego zaśnięcia, które by mi się nie udało, ale słyszałam rozmowy za drzwiami mojego mieszkania. Zakryłam uszy rękami, gdyż przeszkadzały mi one. Teraz już tylko czekałam na to, że ktoś tu wejdzie. Odkryłam narządy słuchu i nie podnosząc głowy, zaczęłam na oślep szukać czegoś, czym mogłabym rzucić. Ewentualnie mojej katany. Kiedy w końcu znalazłam jakąś walającą się obok poduszkę, natychmiast ją chwyciłam i ułożyłam się w pozycji, w której mogłam spokojnie odpoczywać, a jednocześnie dogodnej do rzucania. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Gdy tylko w wejściu pojawiła się postać, od razu dostała poduszką w twarz. Ku braku mojego zaskoczenia, był to mój przyjaciel, Kevin. Po chwili odwróciłam się tyłem do niego.
- Przyjdź w południe - stwierdziłam znudzonym tonem, który był dla mnie w stu procentach normalny. Nie czekałam na jego odpowiedź. Usłyszałam jego ciche westchnięcie.
- I co ja mam niby zrobić...? - spytał mało słyszalnie samego siebie. Kazali mu tu przyjść, to oczywiste. - Wiem, że masz dziś wolne, ale nie możesz spać do południa - stwierdził, tym razem mówiąc do mnie. Zaczęłam mruczeć coś niezrozumiale nawet dla mnie.
- Czemuuu? To, że wypuściłam cię wczoraj wcześniej, nie znaczy, iż poszłam do domu! Wróciłam koło pierwszej w nocy! - zaczęłam marudzić, nie patrząc na niego, lecz wtulając się w mojego towarzysza, który niewzruszony tą sytuacją, spał dalej. Przynajmniej tak myślałam.
- Rozumiem to i szczerze powiedziawszy nie budziłbym Cię gdyby mi nie kazali...Możesz zrobić to dla mnie? - zapytał jakby z nadzieją w głosie. Dla niego... Hm...
- Najpierw masz mi powiedzieć, o co im chodzi... - mruknęłam w odpowiedzi. Jeśli mają jakiś powód warty mojej pobudki, to bardzo chętnie go posłucham. Naprawdę jestem rano taka straszna, że muszą wysyłać aż Kevin'a, zamiast sememu mnie obudzić?
- Atri, nie ma czasu na dokładne tłumaczenie. Ktoś się włamał do biblioteki, rozumiesz? - zadał kolejne pytanie nerwowym jak na niego głosem. Chwila... CO?! Natychmiast zerwałam się z miejsca, a po pięciu minutach stałam już ubrana przy drzwiach. Szybko wyszliśmy i razem z dwójką chłopaków, którzy zauważyli włamanie, ruszyliśmy do Diamentowej Biblioteki. Żeby nie tracić czasu, polecieliśmy na Noroi'u, dzięki niemu po kilku minutach byliśmy już na miejscu. Natychmiast poszliśmy do strażnika, pilnujące wejście, którym to włamywacz się dostał. Był ciężko ranny, medyk już się nim zajmował. Był półprzytomny, więc nie opłacało się go pytać. Od razu zaczęłam wypytywać, co zniknęło. Na nasze szczęście, tylko kilka książek, w których nie było informacji na tematy takie jak kryształy czy też to, co było w mieście wieki temu. Nie zmienia to faktu, iż trzeba dopaść złodzieja bądź złodziei.
Kevin?
- Przyjdź w południe - stwierdziłam znudzonym tonem, który był dla mnie w stu procentach normalny. Nie czekałam na jego odpowiedź. Usłyszałam jego ciche westchnięcie.
- I co ja mam niby zrobić...? - spytał mało słyszalnie samego siebie. Kazali mu tu przyjść, to oczywiste. - Wiem, że masz dziś wolne, ale nie możesz spać do południa - stwierdził, tym razem mówiąc do mnie. Zaczęłam mruczeć coś niezrozumiale nawet dla mnie.
- Czemuuu? To, że wypuściłam cię wczoraj wcześniej, nie znaczy, iż poszłam do domu! Wróciłam koło pierwszej w nocy! - zaczęłam marudzić, nie patrząc na niego, lecz wtulając się w mojego towarzysza, który niewzruszony tą sytuacją, spał dalej. Przynajmniej tak myślałam.
- Rozumiem to i szczerze powiedziawszy nie budziłbym Cię gdyby mi nie kazali...Możesz zrobić to dla mnie? - zapytał jakby z nadzieją w głosie. Dla niego... Hm...
- Najpierw masz mi powiedzieć, o co im chodzi... - mruknęłam w odpowiedzi. Jeśli mają jakiś powód warty mojej pobudki, to bardzo chętnie go posłucham. Naprawdę jestem rano taka straszna, że muszą wysyłać aż Kevin'a, zamiast sememu mnie obudzić?
- Atri, nie ma czasu na dokładne tłumaczenie. Ktoś się włamał do biblioteki, rozumiesz? - zadał kolejne pytanie nerwowym jak na niego głosem. Chwila... CO?! Natychmiast zerwałam się z miejsca, a po pięciu minutach stałam już ubrana przy drzwiach. Szybko wyszliśmy i razem z dwójką chłopaków, którzy zauważyli włamanie, ruszyliśmy do Diamentowej Biblioteki. Żeby nie tracić czasu, polecieliśmy na Noroi'u, dzięki niemu po kilku minutach byliśmy już na miejscu. Natychmiast poszliśmy do strażnika, pilnujące wejście, którym to włamywacz się dostał. Był ciężko ranny, medyk już się nim zajmował. Był półprzytomny, więc nie opłacało się go pytać. Od razu zaczęłam wypytywać, co zniknęło. Na nasze szczęście, tylko kilka książek, w których nie było informacji na tematy takie jak kryształy czy też to, co było w mieście wieki temu. Nie zmienia to faktu, iż trzeba dopaść złodzieja bądź złodziei.
Kevin?
Od Luny: Garnitur i chleb
Słońce wstało jakąś godzinę temu. Spokojnie siedząc na chodniku obserwowałam jak świat powoli wyłania się z ciemności. Teraz natomiast znudzona w zasadzie zasypiałam oparta o czyjś biały, drewniany płotek. Obudził mnie delikatny kopniak wymierzony w bok. Ziewnęłam przeciągle unosząc ręce ku górze. Zamrugałam, mlasnęłam, a dopiero potem spojrzałam na natręta. Okazał się nim właściciel posesji. Odziany w czarny garnitur mężczyzna z brązową, skórzaną torbą na ramieniu. Był dość wysoki więc nawet gdybym stanęła przerastałby mnie o ponad głowę.
- Przeszkadzam w czymś?- spytał oschle wodząc oczyma ode mnie do płotu i z powrotem- A może przynieść herbatki?
Wstałam.
- Nie, dzięki- odparłam strzepując kurz i drobinki ziemi z ubrań- A pana gdzieś podrzucić?- rzuciłam wykonując niedbały ruch ręką w stronę śpiącego przy krawężniku Wedrick'a.
Jego i tak wąskie wargi zmieniły się w prostą linię.
- Do sądu, proszę.
Wyszczerzyłam się.
- Tak, więc zapraszam- powiedziałam zachęcając go gestem i szarpiąc smoka za uzdę.
W większości przypadków jest ona zbędna, ale na jego grzbiet za chińskiego boga nie wejdę bez niej.
Gad powoli podniósł się z ulicy, przeciągną i ziewnął po czym odwrócił głowę w moim kierunku. Usiadłam wygodnie u podstawy jego szyi i zaczekałam aż klient wgramoli się na drugie nieco inne siodło z tyłu. Było ono połączone rzemieniami z moim i z zapięciem pod gonem. Moje trzymało się dzięki czemuś w rodzaju szelek. Poinstruowałam go by podkulił nogi i, odwracając się w siodle, zapięłam mu na stopach działające w sposób zbliżony do pasa kawałki skóry. Sprawdziłam czy dobrze się trzymają i powróciłam do poprzedniej pozycji.
- T-to standardowe zabezpieczenia w transporcie prywatnym?- wyjąkał zerkając na przymocowaną do jego siodła torbę.
Spojrzałam na niego nie kryjąc zdziwienia. Po chwili westchnęłam z niedowierzaniem.
- To ja tu wyznaczam standardy- mruknęłam pod nosem tak żeby nie usłyszał.
- Słucham?
- Nic, nic- wykonałam nieokreślony ruch reki- Pan pierwszy raz korzysta w prywatnego?
- No, tak. W publicznym bagaż można trzymać w rękach, a nogi zabezpiecza się tylko w czasie burzy lub silnych powiewów wiatru.
Zaśmiałam się gorzko.
- W takim razie u mnie burze i silne powiewy wiatru są codziennie- to powiedziawszy gwizdnęłam głośno.
Wedrick wydał z siebie krótki radosny ryk i skoczył do przodu, przebiegł może dziesięć metrów i wybijając się z tylnych łap, zamachnął się swymi ogromnymi skrzydłami. Silny napór powietrza zmusił mężczyznę do chwycenia się rzemieni łączących oba siodła. Muszę w końcu zadbać o jakieś normalne uchwyty.
Wed wywołał swym startem spory zamęt wśród domowych pupilków dookoła. Psy zaczęły ujadać, a śpiący na dachu wielki kocur, podskoczył ze zjeżonym na karku futrem i zleciał na ziemie. Uśmiechnęłam się mocniej pochylając do przodu by zmniejszyć napór powietrza. Klient już i tak był skulony. Jedną ręką rozpaczliwie trzymał się rzemieni, a drugą podtrzymywał swe mienie, które szczerze powiedziawszy było dużo bezpieczniejsze od niego samego. Wzruszyłam obojętnie ramionami i skupiłam się na zmuszeniu Wedrick'a do wyrównania lotu. Nadal nie za bardzo się słucha. Ma on zamiłowanie do dużych wysokości, a większość ludzi którzy korzystają z naszych usług jeszcze przed władowaniem się na jego grzbiet prosiło o spokojny lot, bez szaleństw.
W końcu smok rozłożył skrzydła i przeszedł do monotonnego szybowania co jakiś czas robiąc delikatny zamach. Zrobiło się jakoś cicho więc obejrzałam się za siebie by sprawdzić czy Garniturek nie spadł po drodze. Zastałam go skulonego i prawie się duszącego.
- Ej, żyjesz pan? - spytałam sięgając do przypiętej do mojego siodła torby.
Wyciągnęłam z niej prostą brązową manierkę z wodą. Upiłam kilka łyków i wyciągnęłam ją w stronę mężczyzny.
- Napijesz się pan?
Ten pokręcił gwałtownie wodą. Wzruszyłam ramionami i wypiłam całą resztę, po czym odłożyłam manierkę na jej miejsce.
- D-daleko jeszcze?
Spojrzałam w dół. Widać już było okazały budynek sądu.
- Nie- odparłam klepiąc Wedrick'a po szyi.
Szturchnęłam go w bok nogą. Smok momentalnie złożył skrzydła przy akompaniamencie krzyków Garniturka. Zmarszczyłam brwi gdy prędkość zrobiła się nieco niebezpieczna. Własnym życiem mogę się bawić, ale tego tu narażać nie zamierzam bo z zapłaty nici.
Pociągnęłam za wodze, mocno. Wedrick niechętnie rozłożył skrzydła. Wywołało to tak silny wstrząs, że musiałam odchylić się do tyłu w siodle. Ponownie zaczęliśmy się unosić. Zerknęłam na klienta. Obecny. Zmusiłam smoka by wreszcie wylądował.
Kiedy rozczochrany mężczyzna zsunął się ze grzbietu gada podałam mu torbę. Wyciągną z kieszeni portfel i podał mi pięć szmaragdów. Zważyłam je w dłoni i wrzuciłam luzem do torby.
- Miłego dnia życzę- rzuciłam i gwizdnęłam.
Szłam ulicą ciągnąc za sobą rozglądającego się na wszystkie strony smoka. Usłyszałam burczenie własnego brzucha. Skrzywiłam się rozglądając dookoła. Jakieś pięćdziesiąt metrów dalej zauważyłam niewielką piekarnię. Spokojnie podeszłam i kazałam Wedrick'owi siedzieć cicho. Otworzyłam przypiętą do siodła torbę i zajrzałam do środka. Sprzedawca łaził po zapleczu, co jakiś czas pokazując się w jego otwartych drzwiach. Z jego cichych pomruków wywnioskowałam, że szuka noża. Stąpając na palcach podeszłam do lady. Nie było jak przejść od tej strony więc przeskoczyłam ją lądując miękko po drugiej stronie. Przylgnęłam do ściany gdy wysoka sylwetka mignęła w drzwiach zaplecza. Wyprostowałam się chwyciłam leżący na półce chleb i dwie kajzerki pułki poniżej i przeskoczyłam ladę. Usłyszawszy kroki przywarłam do lady. Mężczyzna widocznie znalazł swą zgubę i zajął krzesło po drugiej stronie miej kryjówki. Przygryzłam wargę. No to ładnie. Popisałaś się Luno. Z chodnika doszedł mnie odgłos butów zderzających się z powierzchnią chodnika. No to już po mnie.
Wtem całą sytuację uratował Wedrick. Zajrzał do piekarni i zaryczał tak donośnie, że kroki na chodniku pośpiesznie się oddaliły, a przerażony piekarz spadł z krzesła. Przeturlałam się do drzwi, wrzuciłam łup do otwartej torby i nawet jej nie zapinając, ani nie wskakując na smoka gwizdnęłam. Wedrick zamachnął się skrzydłami, a ja chwyciłam się jego ogona. Kiedy znaleźliśmy się ponad budynkiem piekarni wyrównał lot i zarzucił mnie sobie na grzbiet, w miejsce gdzie znajdowało się siodło. Z niemałym trudem zamortyzowałam upadek na ruchomą powierzchnię. Usadowiłam w miarę wygodnie i sprawdziłam czy łup czasem nie wypadł z torby. Był cały. Odchylając się do tyłu z ciężkim westchnieniem chwyciłam kajzerkę i zapięłam torbę.
- Przeszkadzam w czymś?- spytał oschle wodząc oczyma ode mnie do płotu i z powrotem- A może przynieść herbatki?
Wstałam.
- Nie, dzięki- odparłam strzepując kurz i drobinki ziemi z ubrań- A pana gdzieś podrzucić?- rzuciłam wykonując niedbały ruch ręką w stronę śpiącego przy krawężniku Wedrick'a.
Jego i tak wąskie wargi zmieniły się w prostą linię.
- Do sądu, proszę.
Wyszczerzyłam się.
- Tak, więc zapraszam- powiedziałam zachęcając go gestem i szarpiąc smoka za uzdę.
W większości przypadków jest ona zbędna, ale na jego grzbiet za chińskiego boga nie wejdę bez niej.
Gad powoli podniósł się z ulicy, przeciągną i ziewnął po czym odwrócił głowę w moim kierunku. Usiadłam wygodnie u podstawy jego szyi i zaczekałam aż klient wgramoli się na drugie nieco inne siodło z tyłu. Było ono połączone rzemieniami z moim i z zapięciem pod gonem. Moje trzymało się dzięki czemuś w rodzaju szelek. Poinstruowałam go by podkulił nogi i, odwracając się w siodle, zapięłam mu na stopach działające w sposób zbliżony do pasa kawałki skóry. Sprawdziłam czy dobrze się trzymają i powróciłam do poprzedniej pozycji.
- T-to standardowe zabezpieczenia w transporcie prywatnym?- wyjąkał zerkając na przymocowaną do jego siodła torbę.
Spojrzałam na niego nie kryjąc zdziwienia. Po chwili westchnęłam z niedowierzaniem.
- To ja tu wyznaczam standardy- mruknęłam pod nosem tak żeby nie usłyszał.
- Słucham?
- Nic, nic- wykonałam nieokreślony ruch reki- Pan pierwszy raz korzysta w prywatnego?
- No, tak. W publicznym bagaż można trzymać w rękach, a nogi zabezpiecza się tylko w czasie burzy lub silnych powiewów wiatru.
Zaśmiałam się gorzko.
- W takim razie u mnie burze i silne powiewy wiatru są codziennie- to powiedziawszy gwizdnęłam głośno.
Wedrick wydał z siebie krótki radosny ryk i skoczył do przodu, przebiegł może dziesięć metrów i wybijając się z tylnych łap, zamachnął się swymi ogromnymi skrzydłami. Silny napór powietrza zmusił mężczyznę do chwycenia się rzemieni łączących oba siodła. Muszę w końcu zadbać o jakieś normalne uchwyty.
Wed wywołał swym startem spory zamęt wśród domowych pupilków dookoła. Psy zaczęły ujadać, a śpiący na dachu wielki kocur, podskoczył ze zjeżonym na karku futrem i zleciał na ziemie. Uśmiechnęłam się mocniej pochylając do przodu by zmniejszyć napór powietrza. Klient już i tak był skulony. Jedną ręką rozpaczliwie trzymał się rzemieni, a drugą podtrzymywał swe mienie, które szczerze powiedziawszy było dużo bezpieczniejsze od niego samego. Wzruszyłam obojętnie ramionami i skupiłam się na zmuszeniu Wedrick'a do wyrównania lotu. Nadal nie za bardzo się słucha. Ma on zamiłowanie do dużych wysokości, a większość ludzi którzy korzystają z naszych usług jeszcze przed władowaniem się na jego grzbiet prosiło o spokojny lot, bez szaleństw.
W końcu smok rozłożył skrzydła i przeszedł do monotonnego szybowania co jakiś czas robiąc delikatny zamach. Zrobiło się jakoś cicho więc obejrzałam się za siebie by sprawdzić czy Garniturek nie spadł po drodze. Zastałam go skulonego i prawie się duszącego.
- Ej, żyjesz pan? - spytałam sięgając do przypiętej do mojego siodła torby.
Wyciągnęłam z niej prostą brązową manierkę z wodą. Upiłam kilka łyków i wyciągnęłam ją w stronę mężczyzny.
- Napijesz się pan?
Ten pokręcił gwałtownie wodą. Wzruszyłam ramionami i wypiłam całą resztę, po czym odłożyłam manierkę na jej miejsce.
- D-daleko jeszcze?
Spojrzałam w dół. Widać już było okazały budynek sądu.
- Nie- odparłam klepiąc Wedrick'a po szyi.
Szturchnęłam go w bok nogą. Smok momentalnie złożył skrzydła przy akompaniamencie krzyków Garniturka. Zmarszczyłam brwi gdy prędkość zrobiła się nieco niebezpieczna. Własnym życiem mogę się bawić, ale tego tu narażać nie zamierzam bo z zapłaty nici.
Pociągnęłam za wodze, mocno. Wedrick niechętnie rozłożył skrzydła. Wywołało to tak silny wstrząs, że musiałam odchylić się do tyłu w siodle. Ponownie zaczęliśmy się unosić. Zerknęłam na klienta. Obecny. Zmusiłam smoka by wreszcie wylądował.
Kiedy rozczochrany mężczyzna zsunął się ze grzbietu gada podałam mu torbę. Wyciągną z kieszeni portfel i podał mi pięć szmaragdów. Zważyłam je w dłoni i wrzuciłam luzem do torby.
- Miłego dnia życzę- rzuciłam i gwizdnęłam.
Szłam ulicą ciągnąc za sobą rozglądającego się na wszystkie strony smoka. Usłyszałam burczenie własnego brzucha. Skrzywiłam się rozglądając dookoła. Jakieś pięćdziesiąt metrów dalej zauważyłam niewielką piekarnię. Spokojnie podeszłam i kazałam Wedrick'owi siedzieć cicho. Otworzyłam przypiętą do siodła torbę i zajrzałam do środka. Sprzedawca łaził po zapleczu, co jakiś czas pokazując się w jego otwartych drzwiach. Z jego cichych pomruków wywnioskowałam, że szuka noża. Stąpając na palcach podeszłam do lady. Nie było jak przejść od tej strony więc przeskoczyłam ją lądując miękko po drugiej stronie. Przylgnęłam do ściany gdy wysoka sylwetka mignęła w drzwiach zaplecza. Wyprostowałam się chwyciłam leżący na półce chleb i dwie kajzerki pułki poniżej i przeskoczyłam ladę. Usłyszawszy kroki przywarłam do lady. Mężczyzna widocznie znalazł swą zgubę i zajął krzesło po drugiej stronie miej kryjówki. Przygryzłam wargę. No to ładnie. Popisałaś się Luno. Z chodnika doszedł mnie odgłos butów zderzających się z powierzchnią chodnika. No to już po mnie.
Wtem całą sytuację uratował Wedrick. Zajrzał do piekarni i zaryczał tak donośnie, że kroki na chodniku pośpiesznie się oddaliły, a przerażony piekarz spadł z krzesła. Przeturlałam się do drzwi, wrzuciłam łup do otwartej torby i nawet jej nie zapinając, ani nie wskakując na smoka gwizdnęłam. Wedrick zamachnął się skrzydłami, a ja chwyciłam się jego ogona. Kiedy znaleźliśmy się ponad budynkiem piekarni wyrównał lot i zarzucił mnie sobie na grzbiet, w miejsce gdzie znajdowało się siodło. Z niemałym trudem zamortyzowałam upadek na ruchomą powierzchnię. Usadowiłam w miarę wygodnie i sprawdziłam czy łup czasem nie wypadł z torby. Był cały. Odchylając się do tyłu z ciężkim westchnieniem chwyciłam kajzerkę i zapięłam torbę.
Od Kevin'a: Po raz kolejny to samo...
Po raz kolejny zdarzyło się coś takiego. Nienawidziłem tego, a on świetnie o tym wiedział. Dlatego właśnie robienie tego typu rzeczy napawało go podwójną radością. Zdawał sobie sprawę z tego jak irytuje tym mnie i właśnie to dawało mu satysfakcję. Dla wyjaśnień, gdy Mike przejmuje nade mną kontrolę dobrze wiem co robi. Dość trudno to wytłumaczyć, ale widzę wtedy wszystkie czynności, zdaje sobie z nich sprawę, jednak nie mogę powstrzymać tego co się dzieję. Z tego powodu tak często bywałem w sądzie, mimo że mógłbym teraz być w bibliotece i szukać odpowiedzi na pytania od tak dawna wypełniające moje myśli. Choć i tak kara nie była taka okropna, przynajmniej nie dla mnie. Zdawałem sobie sprawę z tego, że Atrium specjalnie dobrała ją w taki sposób. Byłem jej wdzięczny za to, w końcu niewiele ludzi zdawało sobie sprawę z mojej sytuacji i wolałem aby tak zostało, a ona mi w tym pomagała. Nie chciałbym żeby ktoś dowiedział się o Mike'u. Nawet jeśli wiele by tu ułatwiło powstałoby też przez dużo problemów. Nagle usłyszałem ciche westchnięcie.
- Co za nudy... - doszło do mnie mruknięcie wypowiedziane moim głosem. Po chwili Mike stwierdził, iż panowanie nad ciałem nic teraz nie zmieni więc oddał mi nad nim kontrolę. Wtedy sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem z niej okulary. Czy on zawsze musi je chować? Jako wilk nie miałem z tym problemu, ale teraz naprawdę kiepsko widzę gdy ich nie noszę. Spojrzałem z lekkim zakłopotaniem na Atrium, a ona najprawdopodobniej czując na sobie mój wzrok także skierowała go w moją stronę.
- Ja...Przepraszam ze niego... - powiedziałem cicho patrząc się w podłogę. Patrzenie teraz w jej oczy było dla mnie zbyt wstydliwe. Przecież mogłem nauczyć się w jakiś sposób kontrolować Mike'a, na pewno. Nie umiałem tylko zrozumieć co powinienem zrobić żeby tak się stało.
- Czemu przepraszasz? Nie masz za co, w końcu to nie twoja wina. Nie ma sposobu na kontrolowanie demonów. W końcu, właśnie o to chodzi w opętaniu, nie można nad nim panować - odpowiedziała typowym dla niej tonem. Ja skinąłem głową choć nie byłem przekonany jej słowami. Jak już mówiłem musi być jakikolwiek sposób. Mnóstwo osób dało radę zwalczyć opętanie. Kluczem do tego wszystkie jest silna wola. Właśnie i w tym leży cały problem. Westchnąłem ledwo słyszalnie ponownie kierując swój wzrok w stronę Atri.
- Mimo wszystko i tak będę przepraszać. To wszystko tylko dorzuca Ci obowiązków - stwierdziłem zgodnie z prawdą. Zawsze podziwiałem to jak Atrium daje radę sobie z tyloma sprawami, a powodowanie więcej sytuacji którymi musi się zajmować z pewnością żadnym ułatwieniem dla niej nie było.
- Spokojnie, nawet jeśli nie byłoby spraw i tak musiałabym tu siedzieć. Przynajmniej mam coś do roboty - odparła. Niby to też prawda i nieco mnie tym uspokoiła, ale nie likwidowało to do końca mojego poczucia winy. - Następny - rzuciła w stronę drzwi. Przez resztę dnia jedynie obserwowałem to co robi, ewentualnie czytałem po raz kolejny jakąś książkę którą mi dała. Zabawne, że w tym mieście nie znajdzie się już chyba nic czego bym nie czytał. Co prawda od czasu do czasu Mike zaczynał coś do mnie mówić, jednak ignorowałem go. Byłem zbyt zły, nawet jeśli nie było tego widać, żeby mu odpowiadać...
- Co za nudy... - doszło do mnie mruknięcie wypowiedziane moim głosem. Po chwili Mike stwierdził, iż panowanie nad ciałem nic teraz nie zmieni więc oddał mi nad nim kontrolę. Wtedy sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem z niej okulary. Czy on zawsze musi je chować? Jako wilk nie miałem z tym problemu, ale teraz naprawdę kiepsko widzę gdy ich nie noszę. Spojrzałem z lekkim zakłopotaniem na Atrium, a ona najprawdopodobniej czując na sobie mój wzrok także skierowała go w moją stronę.
- Ja...Przepraszam ze niego... - powiedziałem cicho patrząc się w podłogę. Patrzenie teraz w jej oczy było dla mnie zbyt wstydliwe. Przecież mogłem nauczyć się w jakiś sposób kontrolować Mike'a, na pewno. Nie umiałem tylko zrozumieć co powinienem zrobić żeby tak się stało.
- Czemu przepraszasz? Nie masz za co, w końcu to nie twoja wina. Nie ma sposobu na kontrolowanie demonów. W końcu, właśnie o to chodzi w opętaniu, nie można nad nim panować - odpowiedziała typowym dla niej tonem. Ja skinąłem głową choć nie byłem przekonany jej słowami. Jak już mówiłem musi być jakikolwiek sposób. Mnóstwo osób dało radę zwalczyć opętanie. Kluczem do tego wszystkie jest silna wola. Właśnie i w tym leży cały problem. Westchnąłem ledwo słyszalnie ponownie kierując swój wzrok w stronę Atri.
- Mimo wszystko i tak będę przepraszać. To wszystko tylko dorzuca Ci obowiązków - stwierdziłem zgodnie z prawdą. Zawsze podziwiałem to jak Atrium daje radę sobie z tyloma sprawami, a powodowanie więcej sytuacji którymi musi się zajmować z pewnością żadnym ułatwieniem dla niej nie było.
- Spokojnie, nawet jeśli nie byłoby spraw i tak musiałabym tu siedzieć. Przynajmniej mam coś do roboty - odparła. Niby to też prawda i nieco mnie tym uspokoiła, ale nie likwidowało to do końca mojego poczucia winy. - Następny - rzuciła w stronę drzwi. Przez resztę dnia jedynie obserwowałem to co robi, ewentualnie czytałem po raz kolejny jakąś książkę którą mi dała. Zabawne, że w tym mieście nie znajdzie się już chyba nic czego bym nie czytał. Co prawda od czasu do czasu Mike zaczynał coś do mnie mówić, jednak ignorowałem go. Byłem zbyt zły, nawet jeśli nie było tego widać, żeby mu odpowiadać...
poniedziałek, 20 lipca 2015
Od Atrium: Kara
Kolejny taki sam dzień. Kiedy to stało się dla mnie normalne? Już nawet nie pamiętam. Szłam właśnie do budynku sądu. Nie rozumiem jego ogromnych rozmiarów skoro tylko ja jestem sędziom, a osób na innych stanowiskach prawie nie ma. Pewnie było ich o wiele więcej, kiedy to miasto działało dawno temu. Wiadomo nam tylko tyle, że kiedyś żyło tu wiele istnień, lecz nie udało nam się odkryć, co się stało, iż przestały tutaj przebywać. Odwiecznie dręczące wszystkich pytanie: dlaczego? Może nigdy się tego nie dowiemy. Chociaż jest to możliwe. Najbardziej nieustępliwym w tym działaniu jest Kevin. Całymi dniami siedzi w bibliotece, a że nie wielu tam gości, to ma sporo czasu, aby studiować książki pochodzące stamtąd. O jakim miejscu mówię? Oczywiście o Diamentowej Bibliotece. Pracuje tam, spędza całe dnie, nawet czas wolny od pracy poświęca na próby dowiedzenia się czegokolwiek. Ja też, kiedy mam trochę czasu, staram się czegoś dowiedzieć, jednak nie mam go tyle, co on. Prawie nie wychodzi z stamtąd. Tak pochłonęły mnie moje myśli, iż nawet nie zauważyłam, kiedy doszłam na miejsce. Weszłam pośpiesznym krokiem do budynku, a następnie witając każdą napotkaną osobę, doszłam w końcu do pomieszczenia, w którym pracowałam. Usiadłam za biurkiem, natychmiastowo biorąc do ręki dokumenty sprawy, którą miałam się teraz zająć. To takie nudne, ale w tym mieście potrzebny jest jakiś sędzia. Co następne? Ach, mogłam się domyślić. Mike. Kazałam wprowadzić go do pokoju. oparłam lewy łokieć o blat znudzona wszystkim, a w prawą rękę wzięłam papiery na temat jego sprawy. Tym razem to... O, niszczenie mienia publicznego. Która to taka akcja w jego wykonaniu? Dwudziesta... Czwarta? Piąta? Nie ważne. Odwróciłam się w jego stronę. Siedział na fotelu przed biurkiem, złośliwie się do mnie uśmiechając. Westchnęłam prawie niesłyszalnie.
- Witam cię, Mike. Jak widzę, znów uprzykrzasz życie Kevin'a. Co ja mam z tobą zrobić? - powiedziałam, bacznie obserwując jego i jego zachowanie. Mike wzruszył ramionami.
- Kto wie? I tak w żadnym wypadku nie dostanie się mi, a jemu. Prawie mi go żal~! - odparł z lekkim rozbawieniem. No cóż, ma rację. Nie ważne, jaki wyrok mu dam, może po prostu zamienić się kontrolą z Kevin'em, a tym samym to on zostanie ukarany. Muszę znaleźć sposób, żeby ukarać Mike'a, a jednocześnie nic nie stało się z Kevin'em... Ha! Mam pomysł.
- Dzisiejszy dzień spędzisz tutaj, w moim biurze, o tam - wskazałam na kanapę, stojącą pod ścianą z mojej lewej strony. Pomieszczenie nie było największe, więc stała dość blisko mnie. - To twoja kara - dopowiedziałam po chwili. Kevin'owi raczej nie będzie to przeszkadzać, dam mu coś do czytania, żeby się nie nudził, ale Mike... No cóż, nie powinien być zadowolony z siedzenia przez cały dzień w jednym miejscu, gdzie mogę go pilnować, toteż nie może zrobić nic złego ani głupiego. Przez chwilę siedział cicho, a następnie rzucił mi zdenerwowane spojrzenie.
- Serio? Nic lepszego nie było? - zapytał z wyraźną irytacją w głosie. - Jakaś ty kreatywna - dodał przewracając oczami. Zignorowałam tę uwagę. Teraz tak mówi, zobaczymy, co będzie później. Posłusznie, jak na niego, poszedł tam, a ja kontynuowałam moje codzienne zajęcia.
Mike/ Kevin?
- Witam cię, Mike. Jak widzę, znów uprzykrzasz życie Kevin'a. Co ja mam z tobą zrobić? - powiedziałam, bacznie obserwując jego i jego zachowanie. Mike wzruszył ramionami.
- Kto wie? I tak w żadnym wypadku nie dostanie się mi, a jemu. Prawie mi go żal~! - odparł z lekkim rozbawieniem. No cóż, ma rację. Nie ważne, jaki wyrok mu dam, może po prostu zamienić się kontrolą z Kevin'em, a tym samym to on zostanie ukarany. Muszę znaleźć sposób, żeby ukarać Mike'a, a jednocześnie nic nie stało się z Kevin'em... Ha! Mam pomysł.
- Dzisiejszy dzień spędzisz tutaj, w moim biurze, o tam - wskazałam na kanapę, stojącą pod ścianą z mojej lewej strony. Pomieszczenie nie było największe, więc stała dość blisko mnie. - To twoja kara - dopowiedziałam po chwili. Kevin'owi raczej nie będzie to przeszkadzać, dam mu coś do czytania, żeby się nie nudził, ale Mike... No cóż, nie powinien być zadowolony z siedzenia przez cały dzień w jednym miejscu, gdzie mogę go pilnować, toteż nie może zrobić nic złego ani głupiego. Przez chwilę siedział cicho, a następnie rzucił mi zdenerwowane spojrzenie.
- Serio? Nic lepszego nie było? - zapytał z wyraźną irytacją w głosie. - Jakaś ty kreatywna - dodał przewracając oczami. Zignorowałam tę uwagę. Teraz tak mówi, zobaczymy, co będzie później. Posłusznie, jak na niego, poszedł tam, a ja kontynuowałam moje codzienne zajęcia.
Mike/ Kevin?
niedziela, 19 lipca 2015
Towarzysz Marvaloo i Smok Merlin
WŁAŚCICIEL: RAN
Imię: Merlin
Płeć: Samiec
Charakter: To gatunek smoka który nad wyraz ceni wiedzę. Uwielbia przesiadywać w Diamentowej Bibliotece i czytać stare księgi. Często kładzie się na dachu tego także budynku. Jest wiernym towarzyszem swojej przyjaciółki, Ran.
Wygląd:
Imię: Marvaloo
Płeć: samiec
Charakter: Jest spokojny i ułożony. Nigdy nie zaatakowałby nikogo bezpodstawnie. Tak samo jak Ran nie rozumie dlaczego mieszkańcy się go boją. Jest na tyle duży i silny aby podnieść dziecko... Ale tylko w krytycznych momentach oczywiście!
Wygląd:
Imię: Merlin
Płeć: Samiec
Charakter: To gatunek smoka który nad wyraz ceni wiedzę. Uwielbia przesiadywać w Diamentowej Bibliotece i czytać stare księgi. Często kładzie się na dachu tego także budynku. Jest wiernym towarzyszem swojej przyjaciółki, Ran.
Wygląd:
Imię: Marvaloo
Płeć: samiec
Charakter: Jest spokojny i ułożony. Nigdy nie zaatakowałby nikogo bezpodstawnie. Tak samo jak Ran nie rozumie dlaczego mieszkańcy się go boją. Jest na tyle duży i silny aby podnieść dziecko... Ale tylko w krytycznych momentach oczywiście!
Wygląd:
Towarzysz Veck i smok Wedrick
Właściciel: Luna
Imię: Veck
Płeć: samiec
Charakter: Veck to niezłe ziółko. Jest dość agresywny i nie słucha nikogo kogo nie uzna za tego godnego. Nie działają na niego słodkie słówka. Trzeba mu udowodnić, że nie jest się gorszym od niego, a to nie lada wyzwanie. Jeżeli pani niczego od niego nie chce to pójdzie do lasu i zajmie się mordowaniem zwierzyny. Tak wiec trudno go nazwać oswojonym i lepiej nie wypuszczać samego do miasta.
Wygląd:
Imię: Wedrick (czyt. łedrik)
Płeć: samiec
Charakter: Wed to niepoważna i nadpobudliwa bestyjka. Trudno nad nim zapanować. Najchętniej wyskoczyłby spod siodła i poleciał ku niebu w celu polizania chmurki.
Wygląd: Warto by wspomnieć, że jego tylne łapy są nieco dłuższe od przednich, a lot na oklep jest w zasadzie nie możliwy.
Imię: Veck
Płeć: samiec
Charakter: Veck to niezłe ziółko. Jest dość agresywny i nie słucha nikogo kogo nie uzna za tego godnego. Nie działają na niego słodkie słówka. Trzeba mu udowodnić, że nie jest się gorszym od niego, a to nie lada wyzwanie. Jeżeli pani niczego od niego nie chce to pójdzie do lasu i zajmie się mordowaniem zwierzyny. Tak wiec trudno go nazwać oswojonym i lepiej nie wypuszczać samego do miasta.
Wygląd:
Płeć: samiec
Charakter: Wed to niepoważna i nadpobudliwa bestyjka. Trudno nad nim zapanować. Najchętniej wyskoczyłby spod siodła i poleciał ku niebu w celu polizania chmurki.
Wygląd: Warto by wspomnieć, że jego tylne łapy są nieco dłuższe od przednich, a lot na oklep jest w zasadzie nie możliwy.
Profil Luny
Imię: Luna
Nazwisko: Brak
Wiek: 16 lat
Płeć: kobieta
Rasa: wilk
Praca: Transport prywatny
Kryształ: Szafir, wysoka
Charakter: Luna to dziwaczna istota. Wszystko jej jedno czy pójdzie w prawo, czy w lewo. Jest święcie przekonana, że co by się nie stało zawsze sobie poradzi. Może nawet ma rację. Można więc spokojnie powiedzieć, że jest wyluzowana. Na wszystko ma czas. Nie martwi się zbytnio konsekwencjami swoich czynów i nie boi się konfliktów z prawem. I tak ją ktoś wyciągnie, jak do puszki wsadzą, a jeśli nie, to sama się wyciągnie. Ze stosunkami międzyludzkimi/wilczymi ma niekiedy pewne problemy. Mało kto pojmuje jej podejście do życia, a że większość nawet nie próbuje jej zrozumieć więc i ona nie próbuje zrozumieć większości. Możesz powiedzieć, że żyje we własnym świecie, a nawet, że jest oderwana od rzeczywistości, ale się pomylisz. A z resztą, co ją obchodzi twoje zdanie, ma swoje! Ignorowanie wyzwisk przychodzi jej w prawdzie z wielkim trudem, ale jest to dla niej wykonalne. Ma też wyznaczoną cienką czerwoną, choć sama często ją ignoruje. Tą czerwoną jest dotyk. Nie tykaj bo ugryzie, może nie dosłownie, ale lepiej szybko cofnij paluszki bo ci je połamie. Sama z siebie na ogół nie jest agresywna. Lubi jednak rzucić uszczypliwym komentarzem tak, jakby nie była świadoma jego ewentualnych konsekwencji. Nie lubi plotkować, ale chętnie dowie się co w trawie piszczy. Co, kto, komu? Co, jak, gdzie? Powołaj wyprawę, a ta za sekundkę stawi się ze swym marnym dobytkiem, lub nawet bez niego. Tak, zdarza jej się okazywać entuzjazm. Może i jest trudnym rozmówcą, ale kompan z niej całkiem przyzwoity.
Opis wyglądu: Na pierwszy rzut oka? Zwykła dziewczyna. Około 174 centymetry wzrostu, smukła sylwetka, długie, związane wstążką włosy. Zwykle chodzi w czarnej bluzie z kapturem i jakichś wygodnych spodniach (nigdy leginsach). Rolę obuwia pełnią zwykłe, czarne trampki, sięgające trochę ponad kostki. Pod bluzą kryje się za zwyczaj zwykła biała koszulka z krótkimi rękawkami lub bez. Do lotów na smoku zakłada bezpalce rękawiczki z ćwiekami u podnóża palców. Jej ciało w kilku miejscach pokrywają niewielkie blizny, ach...wspomnienia. Może się wydać wątła i słaba, nic bardziej mylnego. Pod warstwą ubrań kryje się umięśniona sylwetka. Nie zdziw się więc gdy pozornie niegroźny ruch pięści pozbawi cię kilku zębów.
Dodatkowe: Potrafi rzeźbić w drewnie i grać gitarze klasycznej i wszelkiej maści fujarkach. Ma też talent kulinarny, ale rzadko odnosi z niego korzyści gdyż na ogół nie chce jej się męczyć z ciepłym posiłkiem. Jest też bardzo pojętna i to co większość szlifuje przez lata ona opanowuje w kilka miesięcy. Nawet jeśli wciśniesz jej ręce instrument i nic o nim nie powiesz, po jakiś czasie sama go rozgryzie.
Umiejętność Specjalna: Raczej trudno to wytłumaczyć... jest pewna, że potrafi więcej, ale na razie jest w stanie jedynie spoglądając na jakiś pokój, przedmiot określić co się z nim wcześniej działo. Puki co nie potrafi się ,,cofnąć w czasie" na więcej niż cztery miesiące.
Smok: Wedrick
Towarzysz: Veck
Wygląd:
Nazwisko: Brak
Wiek: 16 lat
Płeć: kobieta
Rasa: wilk
Praca: Transport prywatny
Kryształ: Szafir, wysoka
Charakter: Luna to dziwaczna istota. Wszystko jej jedno czy pójdzie w prawo, czy w lewo. Jest święcie przekonana, że co by się nie stało zawsze sobie poradzi. Może nawet ma rację. Można więc spokojnie powiedzieć, że jest wyluzowana. Na wszystko ma czas. Nie martwi się zbytnio konsekwencjami swoich czynów i nie boi się konfliktów z prawem. I tak ją ktoś wyciągnie, jak do puszki wsadzą, a jeśli nie, to sama się wyciągnie. Ze stosunkami międzyludzkimi/wilczymi ma niekiedy pewne problemy. Mało kto pojmuje jej podejście do życia, a że większość nawet nie próbuje jej zrozumieć więc i ona nie próbuje zrozumieć większości. Możesz powiedzieć, że żyje we własnym świecie, a nawet, że jest oderwana od rzeczywistości, ale się pomylisz. A z resztą, co ją obchodzi twoje zdanie, ma swoje! Ignorowanie wyzwisk przychodzi jej w prawdzie z wielkim trudem, ale jest to dla niej wykonalne. Ma też wyznaczoną cienką czerwoną, choć sama często ją ignoruje. Tą czerwoną jest dotyk. Nie tykaj bo ugryzie, może nie dosłownie, ale lepiej szybko cofnij paluszki bo ci je połamie. Sama z siebie na ogół nie jest agresywna. Lubi jednak rzucić uszczypliwym komentarzem tak, jakby nie była świadoma jego ewentualnych konsekwencji. Nie lubi plotkować, ale chętnie dowie się co w trawie piszczy. Co, kto, komu? Co, jak, gdzie? Powołaj wyprawę, a ta za sekundkę stawi się ze swym marnym dobytkiem, lub nawet bez niego. Tak, zdarza jej się okazywać entuzjazm. Może i jest trudnym rozmówcą, ale kompan z niej całkiem przyzwoity.
Opis wyglądu: Na pierwszy rzut oka? Zwykła dziewczyna. Około 174 centymetry wzrostu, smukła sylwetka, długie, związane wstążką włosy. Zwykle chodzi w czarnej bluzie z kapturem i jakichś wygodnych spodniach (nigdy leginsach). Rolę obuwia pełnią zwykłe, czarne trampki, sięgające trochę ponad kostki. Pod bluzą kryje się za zwyczaj zwykła biała koszulka z krótkimi rękawkami lub bez. Do lotów na smoku zakłada bezpalce rękawiczki z ćwiekami u podnóża palców. Jej ciało w kilku miejscach pokrywają niewielkie blizny, ach...wspomnienia. Może się wydać wątła i słaba, nic bardziej mylnego. Pod warstwą ubrań kryje się umięśniona sylwetka. Nie zdziw się więc gdy pozornie niegroźny ruch pięści pozbawi cię kilku zębów.
Dodatkowe: Potrafi rzeźbić w drewnie i grać gitarze klasycznej i wszelkiej maści fujarkach. Ma też talent kulinarny, ale rzadko odnosi z niego korzyści gdyż na ogół nie chce jej się męczyć z ciepłym posiłkiem. Jest też bardzo pojętna i to co większość szlifuje przez lata ona opanowuje w kilka miesięcy. Nawet jeśli wciśniesz jej ręce instrument i nic o nim nie powiesz, po jakiś czasie sama go rozgryzie.
Umiejętność Specjalna: Raczej trudno to wytłumaczyć... jest pewna, że potrafi więcej, ale na razie jest w stanie jedynie spoglądając na jakiś pokój, przedmiot określić co się z nim wcześniej działo. Puki co nie potrafi się ,,cofnąć w czasie" na więcej niż cztery miesiące.
Smok: Wedrick
Towarzysz: Veck
Wygląd:
Profil Ran Crystal
Imię: Ran
Nazwisko: Crystal
Wiek: 16.5 lat
Płeć: Kobieta
Rasa: Wilk
Praca: Główna Strażniczka Diamentowej Biblioteki
Kryształ: Czerwony Opal, wysoka
Charakter: Jest cichą i wielce odpowiedzialną osobą. Ktoś kiedyś żartem powiedział że w jeden rok wypowiada tylko tysiąc słów. Potrafi się wysławiać bez pomocy słów. Jest opanowana i poważna jednak potrafi zadbać o ludzi potrzebujących. Bardzo kocha swojego smoka i orła. Uważa ich za członków rodziny.
Opis wyglądu: Posiada piękne i długie czerwone włosy oraz duże zielone oczy. Najczęściej chodzi ubrana w lniane ubrania i lekką białą pelerynę z kapturem. Na przedramiona i łydki zakłada części zbroi. Nosi wygodne skórzane buty oraz dwa pasy do których przypina swój miecz i tarczę.
Dodatkowe: Potrafi pięknie gwizdać.
Umiejętność Specjalna: Ogień
Smok: Merlin
Towarzysz: Marvaloo
Wygląd:
Nazwisko: Crystal
Wiek: 16.5 lat
Płeć: Kobieta
Rasa: Wilk
Praca: Główna Strażniczka Diamentowej Biblioteki
Kryształ: Czerwony Opal, wysoka
Charakter: Jest cichą i wielce odpowiedzialną osobą. Ktoś kiedyś żartem powiedział że w jeden rok wypowiada tylko tysiąc słów. Potrafi się wysławiać bez pomocy słów. Jest opanowana i poważna jednak potrafi zadbać o ludzi potrzebujących. Bardzo kocha swojego smoka i orła. Uważa ich za członków rodziny.
Opis wyglądu: Posiada piękne i długie czerwone włosy oraz duże zielone oczy. Najczęściej chodzi ubrana w lniane ubrania i lekką białą pelerynę z kapturem. Na przedramiona i łydki zakłada części zbroi. Nosi wygodne skórzane buty oraz dwa pasy do których przypina swój miecz i tarczę.
Dodatkowe: Potrafi pięknie gwizdać.
Umiejętność Specjalna: Ogień
Smok: Merlin
Towarzysz: Marvaloo
Wygląd:
niedziela, 5 lipca 2015
Towarzysz Fidus
Imię: Fidus
Płeć: samiec
Charakter: Fidus to niezwykle żywiołowe zwierzę. Zawsze wszędzie go pełno. Podobnie do jego właściciela uwielbia pomagać, jednak jest o wiele śmielszy. Czasem bywa również agresywny czy psotliwy.
Wygląd:
Płeć: samiec
Charakter: Fidus to niezwykle żywiołowe zwierzę. Zawsze wszędzie go pełno. Podobnie do jego właściciela uwielbia pomagać, jednak jest o wiele śmielszy. Czasem bywa również agresywny czy psotliwy.
Wygląd:
Profil Kevin'a/Mike'a
Imię: Kevin/Mike
Nazwisko: Brak
Wiek: 18/17
Płeć: mężczyzna
Rasa: wilk
Praca: Pracownik Diamentowej Biblioteki
Kryształ: Ametyst, wysoka
Charakter: Kevin to niezwykle sympatyczna osoba. Zawsze służy pomocną dłonią czy dodaniem otuchy. Jest też spokojny i ciężko wyprowadzić go z równowagi. Mimo tego, iż nie boi się wielu rzeczy jest nieśmiały. Trudność sprawia mu zapoznawanie się z innymi i na ogół woli trzymać się na uboczu. Jest raczej cichy i bardzo łatwo go zawstydzi. Nie jest jednak trudno się z nim zaprzyjaźnić. Dla swoich przyjaciół mógłby zrobić praktycznie wszystko. Czasem zdaje się być jednak tajemniczy, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawe Mike'a. / Mike to kompletne przeciwieństwo Kevina. Jest wredny i arogancki. Radość sprawia mu denerwowanie i obrażanie innych. Nigdy nie podchodzi do niczego poważnie i uważa się za najważniejszego. Jest beztroski, a wszystko traktuje jak zwykłą zabawę. Sądzi, że nigdy nie będzie nikomu podlegał przez co cechuję go niezwykła niezależność. Bywa także zarozumiały i egoistyczny. Strasznie szybko zaczyna się nudzić Mimo wszystkich jego wad posiada swoją lepszą stronę, po prostu rzadko ją ukazuje.
Opis wyglądu: Kevin to średnio zbudowany chłopak mierzący sobie 178 centrymetów. Posiada ciemne, brązowe włosy z długą grzywką, nie raz zasłaniającą mu oczy. Jego źrenice przybrały barwę łudzącą przypominającą ametyst. Na jego barku widnieje blizna, którą zawsze ukrywa. Jest to pamiątka wypalona przez jednego z członków watahy wymordowanej przez Mike'a. Zawsze nosi szkła w zwykłych czarnych oprawkach. Stara się nie wyróżniać, więc z jego ubiorze nie ma nic niezwykłego...Posiada także wisiorek ze swoim kryształem. Niewiele wyróżnia go gdy zmienia się w Mike. Jedynie jego oczy zmieniają kolor na herbaciany i przestają potrzebować szkieł korekcyjnych.
Dodatkowe: Mike to demon, który opętał Kevina po to, aby zrujnować jego życie. Mimo tego kiedyś się przyjaźnili...
Umiejętność Specjalna: Potrafi stawać się niewidzialnym, czasem wychodzi mu przenoszenie swojej mocy na inne rzeczy, a jeszcze rzadziej osoby.
Smok: Brak
Towarzysz: Fidus
Wygląd:
Nazwisko: Brak
Wiek: 18/17
Płeć: mężczyzna
Rasa: wilk
Praca: Pracownik Diamentowej Biblioteki
Kryształ: Ametyst, wysoka
Charakter: Kevin to niezwykle sympatyczna osoba. Zawsze służy pomocną dłonią czy dodaniem otuchy. Jest też spokojny i ciężko wyprowadzić go z równowagi. Mimo tego, iż nie boi się wielu rzeczy jest nieśmiały. Trudność sprawia mu zapoznawanie się z innymi i na ogół woli trzymać się na uboczu. Jest raczej cichy i bardzo łatwo go zawstydzi. Nie jest jednak trudno się z nim zaprzyjaźnić. Dla swoich przyjaciół mógłby zrobić praktycznie wszystko. Czasem zdaje się być jednak tajemniczy, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawe Mike'a. / Mike to kompletne przeciwieństwo Kevina. Jest wredny i arogancki. Radość sprawia mu denerwowanie i obrażanie innych. Nigdy nie podchodzi do niczego poważnie i uważa się za najważniejszego. Jest beztroski, a wszystko traktuje jak zwykłą zabawę. Sądzi, że nigdy nie będzie nikomu podlegał przez co cechuję go niezwykła niezależność. Bywa także zarozumiały i egoistyczny. Strasznie szybko zaczyna się nudzić Mimo wszystkich jego wad posiada swoją lepszą stronę, po prostu rzadko ją ukazuje.
Opis wyglądu: Kevin to średnio zbudowany chłopak mierzący sobie 178 centrymetów. Posiada ciemne, brązowe włosy z długą grzywką, nie raz zasłaniającą mu oczy. Jego źrenice przybrały barwę łudzącą przypominającą ametyst. Na jego barku widnieje blizna, którą zawsze ukrywa. Jest to pamiątka wypalona przez jednego z członków watahy wymordowanej przez Mike'a. Zawsze nosi szkła w zwykłych czarnych oprawkach. Stara się nie wyróżniać, więc z jego ubiorze nie ma nic niezwykłego...Posiada także wisiorek ze swoim kryształem. Niewiele wyróżnia go gdy zmienia się w Mike. Jedynie jego oczy zmieniają kolor na herbaciany i przestają potrzebować szkieł korekcyjnych.
Dodatkowe: Mike to demon, który opętał Kevina po to, aby zrujnować jego życie. Mimo tego kiedyś się przyjaźnili...
Umiejętność Specjalna: Potrafi stawać się niewidzialnym, czasem wychodzi mu przenoszenie swojej mocy na inne rzeczy, a jeszcze rzadziej osoby.
Smok: Brak
Towarzysz: Fidus
Wygląd:
Gdy ciało kontroluje Mike
Smok Noroi i towarzysz Curse
Właściciel: Atrium Nightmare
Imię: Noroi
Płeć: samiec
Charakter: Zawsze ma wyniosły ton, chociaż nie lubi się wywyższać. Zawsze traktuje poważnie polecenia swojej pani i wykonuje je bez mrugnięcia okiem. Nie patrzy obojętnie na krzywdę swej pani, więc lepiej na niego uważać.
Wygląd:

Imię: Curse
Płeć: samiec
Charakter: Jest bardzo opiekuńczy względem swojej właścicielki, która śpi na nim zamiast na łóżku. Zachowuje się jak jej ojciec. Nazywa ją swoją "panienką". Nie korzysta z niego jako ze swojego transportu, choć jest nieco większy od niej.
Wygląd:
Imię: Noroi
Płeć: samiec
Charakter: Zawsze ma wyniosły ton, chociaż nie lubi się wywyższać. Zawsze traktuje poważnie polecenia swojej pani i wykonuje je bez mrugnięcia okiem. Nie patrzy obojętnie na krzywdę swej pani, więc lepiej na niego uważać.
Wygląd:
Płeć: samiec
Charakter: Jest bardzo opiekuńczy względem swojej właścicielki, która śpi na nim zamiast na łóżku. Zachowuje się jak jej ojciec. Nazywa ją swoją "panienką". Nie korzysta z niego jako ze swojego transportu, choć jest nieco większy od niej.
Wygląd:

Profil Atrium Nightmare
Imię: Atrium, w skrócie można mówić Atri, chociaż większość nie ma tej możliwości
Nazwisko: Nightmare
Wiek: 18 lat
Płeć: kobieta
Rasa: wilk
Praca: Sąd
Kryształ: Lodowy, wysoka
Charakter: Nie jest osobą smutną ani na zbyt poważną, ale zwykle jej twarz ma znudzony wyraz. Lubi obserwować zachowania ludzi, nie wilków, które przybrały ludzką formę, ale po prostu ludzi. Jest w stanie ich bez problemu odróżnić od siebie. Rzadko się uśmiecha, raczej nie wiele rzeczy ją cieszy lub bawi. Trudno ją zaskoczyć, często przewiduje zachowania i ruchy innych. Lepiej się nie dziwić, jeśli uciszy Cię, zanim coś powiesz. Nie lubi się wywyższać, ale też nie lubi, gdy ktoś nie pozwala jej dojść do słowa, chociaż sama często tak robi. Nigdy nie zdarzyło jej się zachować jak osoba młodsza, raczej zachowuję się na starszą. Lepiej jej nie denerwować, gdyż jest wtedy przerażająca i może się to źle skończyć. Bardzo trudno ją zrozumieć, nielicznym się to udaje. Czasami, kiedy jej się nudzi, a z kimś rozmawia, zamienia w zdaniach wyrazy lub mówi w trzeciej osobie liczby pojedynczej, co czasem wydaje się dziwne.
Opis wyglądu: Białe włosy, uszy i ogon. Jej oczy to neonowy róż, nie czerwony. Niektórzy twierdzą, iż jej oczy się świecą w ciemnościach. Chodzi w ubraniach widocznych na zdjęciu, poza tym nosi naszyjnik ze swoim kryształem. Plecy, brzuch i część klatki piersiowej ma pokryte licznymi bliznami, są to pozostałości z walk jeszcze za czasu bycia wilkiem i odbudowy miasta. Ma 175 cm wzrostu (bez uszu i obcasów). Jej włosy są tak długie, że rozpuszczone przeszkadzają w pracy, więc zwykle je spina (jak na zdjęciu).
Dodatkowe: To Alfa i założycielka Kryształowej Watahy. Zawsze nosi przy sobie katanę. Może zdawać wrażenie, iż nie potrafi nic zrobić sama, ale w rzeczywistości jest na odwrót - potrafi zrobić prawie wszystko sama. Kiedy ma dzień wolny, nie obudzi się przed południem. Jeśli ktoś spróbuję ją obudzić, będzie mu grozić kataną. Wyjątkiem są Kevin i Ran. Nienawidzi, kiedy ktoś zdrabnia jej imię, nie wolno jej nazywać skrótem, jeśli komuś nie pozwoli, ponieważ może się to skończyć groźbą śmierci (czytaj; będzie na ciebie wściekła).
Umiejętność Specjalna: Umiejętność oczu. Jest w stanie czytać komuś w myślach, sparaliżować kogoś po spojrzeniu mu w oczy na jakiś czas, oszukać wzrok (np. zmienić wygląd), zwrócić (wszyscy patrzą na nią z przymusu) bądź odwrócić (nikt nie zwraca na nią uwagi) od siebie wzrok innych, zaglądać do pomieszczeń, w których jej nie ma i których nie widzi, tyle na razie udało jej się z tego wyciągnąć, nadal to rozwija. Podczas korzystania ze swoich umiejętności jej oczy święcą na czerwono.
Smok: Noroi
Towarzysz: Curse
Wygląd:
Nazwisko: Nightmare
Wiek: 18 lat
Płeć: kobieta
Rasa: wilk
Praca: Sąd
Kryształ: Lodowy, wysoka
Charakter: Nie jest osobą smutną ani na zbyt poważną, ale zwykle jej twarz ma znudzony wyraz. Lubi obserwować zachowania ludzi, nie wilków, które przybrały ludzką formę, ale po prostu ludzi. Jest w stanie ich bez problemu odróżnić od siebie. Rzadko się uśmiecha, raczej nie wiele rzeczy ją cieszy lub bawi. Trudno ją zaskoczyć, często przewiduje zachowania i ruchy innych. Lepiej się nie dziwić, jeśli uciszy Cię, zanim coś powiesz. Nie lubi się wywyższać, ale też nie lubi, gdy ktoś nie pozwala jej dojść do słowa, chociaż sama często tak robi. Nigdy nie zdarzyło jej się zachować jak osoba młodsza, raczej zachowuję się na starszą. Lepiej jej nie denerwować, gdyż jest wtedy przerażająca i może się to źle skończyć. Bardzo trudno ją zrozumieć, nielicznym się to udaje. Czasami, kiedy jej się nudzi, a z kimś rozmawia, zamienia w zdaniach wyrazy lub mówi w trzeciej osobie liczby pojedynczej, co czasem wydaje się dziwne.
Opis wyglądu: Białe włosy, uszy i ogon. Jej oczy to neonowy róż, nie czerwony. Niektórzy twierdzą, iż jej oczy się świecą w ciemnościach. Chodzi w ubraniach widocznych na zdjęciu, poza tym nosi naszyjnik ze swoim kryształem. Plecy, brzuch i część klatki piersiowej ma pokryte licznymi bliznami, są to pozostałości z walk jeszcze za czasu bycia wilkiem i odbudowy miasta. Ma 175 cm wzrostu (bez uszu i obcasów). Jej włosy są tak długie, że rozpuszczone przeszkadzają w pracy, więc zwykle je spina (jak na zdjęciu).
Dodatkowe: To Alfa i założycielka Kryształowej Watahy. Zawsze nosi przy sobie katanę. Może zdawać wrażenie, iż nie potrafi nic zrobić sama, ale w rzeczywistości jest na odwrót - potrafi zrobić prawie wszystko sama. Kiedy ma dzień wolny, nie obudzi się przed południem. Jeśli ktoś spróbuję ją obudzić, będzie mu grozić kataną. Wyjątkiem są Kevin i Ran. Nienawidzi, kiedy ktoś zdrabnia jej imię, nie wolno jej nazywać skrótem, jeśli komuś nie pozwoli, ponieważ może się to skończyć groźbą śmierci (czytaj; będzie na ciebie wściekła).
Umiejętność Specjalna: Umiejętność oczu. Jest w stanie czytać komuś w myślach, sparaliżować kogoś po spojrzeniu mu w oczy na jakiś czas, oszukać wzrok (np. zmienić wygląd), zwrócić (wszyscy patrzą na nią z przymusu) bądź odwrócić (nikt nie zwraca na nią uwagi) od siebie wzrok innych, zaglądać do pomieszczeń, w których jej nie ma i których nie widzi, tyle na razie udało jej się z tego wyciągnąć, nadal to rozwija. Podczas korzystania ze swoich umiejętności jej oczy święcą na czerwono.
Smok: Noroi
Towarzysz: Curse
Wygląd:
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


